01 maja 2015 - 0

99 / nowa rehabilitacja

Thumbnail

Zostało 99 dni do triatlonu w Gdyni. Wystarczająco żeby go ukończyć, za mało, żeby zrobić to w dobrym stylu. O czasie nie wspomnę. Miała być setka w tytule ale zapomniałem wczoraj napisać notatkę. Takie nawiązanie do notatki zatytułowanej ‚150’ sprzed sześciu (!) lat, kiedy to postanowiłem pobiec pierwszy maraton. Trzeba mieć wyznaczone konkretne cele – powtarzam to jak mantrę:

Jeśli cel jest wielki, wredny i włochaty to chcesz mu wpierdolić, pokonać go, wybić zęby. Wyznaczenie małych wyzwań nie motywuje.

Dlatego właśnie zapisałem się na sprint w Gdyni. Dystans krótki, ale trzeba się do niego przygotować. Jak jest? Do dupy jak zawsze u mnie. Widzę jednak światełko w tunelu. Byłem parę dni temu na rehabilitacji u Szczepana Figata z Fizjoperfekt. Wiele osób mi polecało to miejsce, nawet czołowi zawodnicy i trenerzy biegania, ale nie miałem motywacji żeby się zabrać ponownie za swoje kolano. Dopiero ponowne postawienie przed sobą Wielkiego Wstrętnego Włochatego Celu mnie zmusiło do ogarnięcia się, posłuchania rad Michała Dubaja (dzięki ziom!) i umówienia się na wizytę.

W Fizjoperfekt chcą mnie wyprostować i poskładać na nowo. Problem z kolanem ma wynikać z napięcia w prawym barku, powstałego po złamaniu obojczyka cztery lata temu. Przykurcz w barku powoduje napięcie po całej prawej stronie klatki piersiowej, w brzuchu, w mięśniu czworogłowym uda, który ciągnie rzepkę do góry, przez co wyciera kaletkę maziową. Trochę się tym stresuje, bo ta tkanka się nie regeneruje, a bardzo chciałbym się pozbyć odczucia chodzenia po skrzypiącym śniegu, które mi niestety towarzyszy. Naderwanie przyczepu więzadła rzepki według tej tezy miałoby być spowodowane przeciążeniem całej prawej strony. Usłyszałem też, że jestem idealnym pacjentem, na którym można się pomylić i źle interpretować objawy. Same dobre wiadomości.

Niecałe 100 dni do startu, z czego trzeba odliczyć okres rehabilitacji. Po bardzo bolesnej sesji terapii manualnej metodą FDM  (poświęcę jej osobny wpis) spada siła mięśni i trzeba odpoczywać przez następny dzień. Nikt normalny nie będzie w stanie zrobić treningu, mięśnie mnie bolą nawet teraz, a minęły już dwa dni od zabiegu.

Nie wiem co mnie pcha ku sportom wytrzymałościowym. Zawsze ciągnęło mnie tam gdzie mnie nie chcą, ale dzięki temu jestem w życiu tam gdzie jestem. Każdy maratończyk, były czy przyszły, jest trochę sado-maso. Czerpie przyjemność z cierpienia i jeszcze wydaje na to pieniądze.

Mateusz

Przygodę z bieganiem zacząłem blisko 10 lat temu bo w 2006 roku. Od tego czasu również prowadzę bloga. Ukończyłem dwa maratony, dychę biegałem w 40 minut, potem miałem poważną kontuzję i teraz po raz kolejny wracam do sportu.

Udostępnij wpis w social media

Skomentuj wpis