31 lipca 2011 - 49

adidas miCoach – TEST + KONKURS

Thumbnail

Podmioty liryczne:
Mateusz Jasiński – tester, wyczynowo trenuje, studiuje na AWF
Andrzej – alter ego, nie trenuje, ma brzuch vel Maciek i lubi browary

Od Maćkowej irytacji, do biegowej fascynacji

Jestem wyznawcą teorii, która głosi – ”im mniej masz, tym mniej cierpisz”. Coś w tym  jest, w każdym razie im więcej mam, tym chcę jeszcze więcej… Zachłanność   jest chyba wpisana w ludzką naturę (przypisałem Wam, o ludzkości, kolejną łatkę a to wszystko po to, aby przypadkiem nie przypisać sobie kolejnej wady, używając liczby pojedynczej), dlatego wolę mieć w mieszkaniu, portfelu w zamian za bogate wnętrze swojego mózgowia. Mebluję  w głowię, wypełniam istotę szarą wiedzą, czytam, myślę, zapamiętuje. Pytanie kiedy moja głowa będzie w końcu umeblowana? I czy w ogóle?  Tego nie wiem. W przypadku wiedzy – im jej więcej tym lepiej (teoretycznie), w przypadku gadżetów i innych materialnych rzeczy, dochodzę do wniosku, że czasami lepiej ich nie mieć…

Według mnie najcenniejszą umiejętnością w procesie treningu,  jest umiejętność wsłuchiwania się w swój organizm, zdolność do „czucia” swojego ciała. Grunt to nie być niewolnikiem tętna, gadżetów i innych szatańskich przyrządów. Coraz mniej słuchamy siebie, coraz więcej polegamy na maszynach. Bieganie powinno być odskocznią od rzeczywistości i wewnętrzna rozmową z własnym ja, tymczasem coraz więcej osób nie potrafi słuchać siebie. Zagłuszamy swoje myśli na każdym kroku… I jak tu być normalnym, skoro z samym sobą ciężko o sensowny dialog?

Dlaczego zdecydowałem się na MiCoach?

Kiedy dostałem propozycję przetestowania sprzętu, który wg producenta zwie się elektronicznym trenerem, postukałem się w głowę. Przecież nie jestem amatorem (choć wyczynowcem też nie) od redakcji: 11 miejsce w Biegu Powstania Warszawskiego, dla mnie Mati to już wyczynowiec), nie mam problemów z motywacją i nie zaczynam biegać… Stwierdziłem jednak, że z każdego nowego doświadczenia można wyciągnąć coś pozytywnego. Dlatego postanowiłem wykorzystać okres roztrenowania w moim cyklu treningowym, na warsztaty aktorskie – wcieliłem się w rolę Andrzeja.

micoach-pacer_q00145_

O Andrzeju, co Maćka dosyć miał…

Obsada:

Andrzej – leniwy przedstawiciel pokolenia, które wyznaje zasadę „ruch nie, jedzenie tak, mniam mniam”
Maciek (brzuch) – rola drugoplanowa. Efekt uboczny nadmiaru kalorii. Bodziec dzięki któremu Andrzej zaczyna biegać.

Wyobraziłem sobie, że jestem leniwym facetem, który z aktywności fizycznych najbardziej lubuje się w trzymaniu kiełbaski nadzianej na kijek i obracaniu jej nad ogniskiem. Postanowiłem, że przez okres testowania MiCoach, będę panem Andrzejem.  Pan Andrzej po kolejnym weekendzie spod znaku kiełbaski i hektolitrów piwka, postanawia wziąć się w garść i ogarnąć istotę, która coraz mocniej zaczyna mu przeszkadzać – to Maciek. Maciuś z tygodnia na tydzień rośnie w oczach, staje się coraz bardziej widoczny i ma tendencje do ocierania się o futryny drzwi, kiedy Andrzej wchodzi bokiem do domu. Poirytowany Andrzej postanawia w końcu wziąć się w garść i walczyć z Maćkiem, który staje się coraz bardziej nieznośny. Andrzej o sporcie wie nic, albo prawie nic, ale  usłyszał ostatnio od znajomego, że znajomy znajomej, przeciągu kilku miesięcy od momentu rozpoczęcia treningów biegowych, zmieścił się w komunijne spodnie od garnituru… Usłyszawszy tą niebanalną opowieść, Andrzej postanawia – od przyszłego tygodnia zaczynam biegać! Zapomniałem dodać, że Andrzej oprócz kiełbaski kocha ciekawe gadżety, dlatego wybór narzędzia, jakim jest twór firmy Adidas o nazwie MiCoach, nie powinien dziwić.

Andrzej chudnie i cieszy się bieganiem. W czym pomógł mu MiCoach?

Po rozmowie z Andrzejem postanowiłem wypunktować, dlaczego MiCoach pomógł mu podjąć aktywność fizyczną jaką jest bieganie.

  1. Andrzej pomimo tego, że chciał schudnąć nie miał wystarczająco motywacji aby biegać – żył stereotypowymi wyobrażeniami na temat biegania, które dotychczas kojarzyło mu się z czymś nieprzyjemnym. Andrzej po zakupie MiCoach i tak jest zbyt leniwy, aby wyjść i w końcu zacząć biegać. Po jakimś czasie, Andrzeja szarpie sumienie, bo jak to… zainwestować pieniądze i z tego nie korzystać? Nasz bohater jako sztandarowy przeciwnik snobizmu, w końcu się przełamuje i wychodzi na trening – MiCoach jest o tyle wygodny i intuicyjny, że Andrzej pomimo kompletnego braku wiedzy na temat biegania i wybrania odpowiedniego programu treningowego z powodzeniem kończy pierwszy trening, a co gorsza… bieganie bardzo mu się spodobało!PLUS dla MiCoach za: bodziec do rozpoczęcia treningów i możliwość bezpiecznego i przemyślanego treningu, bez posiadania wiedzy na temat biegania
  2. Póki co Andrzej biega tylko po to, aby schudnąć. Być może za jakiś czas dostrzeże w bieganiu coś niebanalnego, a kolejne pokonywanie kilometrów stanie się jego największą pasją. Na stronie www.micoach.com Andrzej wybiera przejrzysty plan treningowypt. ZRZUĆ WAGĘ.PLUS dla MiCoach: Sam plan treningowy jest motywacją samą w sobie i pomaga w utrzymaniu reżimu treningowego. Dla każdego w zależności od potrzeb, Adidas przygotował inny plan treningowy. Każdy znajdzie coś dla siebie. Poza tym, Andrzej nie musi martwić się o to, co najlepiej robić na kolejnych treningach – MiCoach robi to za niego. 

Poza wyżej wymienionymi zaletami, MiCoach robi na Andrzeju wrażenie, ponieważ:

  1. Może na bieżąco śledzić swoje postępy, dzięki przejrzystemu interfejsowi www. Po każdym zrobionym treningu dostajemy różnego rodzaju wykresy, które jest w stanie ogarnąć każdy, bez względu na ilość posiadanej wiedzy na temat biegania.
  2. W trakcie biegania, zmysły Andrzeja są wyostrzone a to wszystko dzięki uroczej Victorii Pendelton, która szepcze Andrzejowi w trakcie treningu do uszka: „szybciej”/”wolniej”/. To jakim głosem będzie do nas mówił nasz wirtualny trener, zależy od nas samych. Fanie jest pobiegać z Andy Murrayem, czy inną gwiazdą sportu. Motywujące!

Biorąc to wszystko w całość… MiCoach to bardzo przydatny gadżet, dla tych, którzy chcą rozpocząć swoją przygodę z bieganiem. I to nie tylko z powodów takich jak zgubienie zbędnych kilogramów. Dodatkową zaletą, którą można obrócić w wadę jest to, że MiCoach robi  wszystko za nas – nie musimy posiadać praktycznie żadnej wiedzy aby rozpocząć treningi.

Na początku współpracy z wirtualnym trenerem jakim jest MiCoach można się nieco pogubić… przeszkodą jest brak interfejsu i komunikatów głosowych w języku polskim. Wadą jest również to, że po opuszczeniu jednego z treningów, który mieliśmy w planie, nasz trener nie podpowiada nam co zrobić z tym fantem…

MiCoach zdecydowanie nie jest użytecznym narzędziem dla zaawansowanych biegaczy, przynajmniej ja z własnej perspektywy nie odnalazłem w nim nic, co mogłoby pomóc w wykonywaniu moich treningów. ALE… MiCoach to urządzenie adresowane przede wszystkim do początkujących i tutaj z czystym sumieniem mogę polecić ten gadżet.

Nie tylko Andrzejowi, co chce zrzucić Maćka…

micoach_mood-2
Niestety dziewczyna nie jest dołączona do zestawu… Jest co zmienić w przyszyłym sezonie 😉

Dokładność w cenie

Jestem maniakiem liczb, uwielbiam prowadzenie osobistych statystyk, a liczenie tygodniowego kilometrażu jest dla mnie sferą sacrum. Żeby nie było wątpliwości, moje rachunki i ciułanie kolejnych kilometrów robię tylko z czystej ciekawości, nie ścigam się sam ze sobą… nie muszę biegać minimum 150km w tygodniu – jest to płynne, zależy od okresu treningowego, a głównie od mojego cappo di tutti capi, czyli trenera. W każdym razie nie jestem stachanowcem i nie muszę trzymać się określonej normy, mimo tego dobrze jest wiedzieć ile się biega. Do niedawna ilość kilometrów przebiegniętych w tygodniu oceniałem za pomocą intuicji, z prozaicznego powodu – nie miałem machiny z miernikiem odległości czy innym GPS. Standardy życia w Polsce jednak wciąż rosną, dobrobyt w końcu musiał dopaść i mnie – podczas testu adidas MiCoach biegałem z pacerem oraz… jednym z pulsometrów z bardzo dokładnym GPS.

Ten cały zabieg miał na celu zweryfikowanie dokładności z jaką adidas MiCoach mierzy pokonany przez nas dystans, w trakcie treningu. Przyznać muszę, że wyszło całkiem przyzwoicie. Pomiar z urządzenia z GPS firmy, której nie wymienię, ze względu na wrodzoną kindersztubę i szacunek do testu, nieznacznie odbiegał od pomiaru pacera Adidasa. W instrukcji jest wyraźnie napisane, że błąd z rzędu 3% na całym dystansie jest wpisany w żywot n urządzenia. Instrukcja rzetelna, sprawdzone, wypróbowane – można śmigać bez wahania, drodzy fanatycy liczb i kilometrów.

Mój test jest najmojszy i najlepszy, bo robiłem go ja, na swoich nogach, swoim ręku. I kropka. Sprawiedliwość i rzetelność musi być po mojej stronie a to, czy zdecydujecie się na zakup kolejnego już gadżetu firmy Adidas pozostawiam Wam…

Tymczasem ja idę liczyć. Do następnego!

[box]Od redakcji: jeśli chcesz dostać adidas miCoach, który testował Mateusz Jasiński napisz w komentarzu co myślisz o miCoachu, tej recenzji, blogu, pogodzie albo o tym co Ci leży na wątrobie 😉 Loterii nie możemy ogłosić ale wiecie o co chodzi 😉[/box]

Mateusz Jasiński

Jakimś cudem urodziłem się, żyję i biegam. W wolnych chwilach biegnę po marzenia, a kiedy jestem zajęty odpoczywam po bieganiu. Pozdro!

Udostępnij wpis w social media

Skomentuj wpis
  • Ja mam takie wrażenie, że miCoach nie rozwija się od jakiegoś czasu, ale jest bardzo fajny. Takie lepsze Nike+, profesjonalniejsze. Była nawet wersja na telefon. 🙂

    • Nike wypuszcza na dniach SportWatcha. IMO zrobili jedno wielkie IN YA FACE adidasowi…

      • Czarny_z_12tri.pl

        Moj szwagier wlasnie biegal w Pucku ze SportWatchem pierwszy polmaraton. Twierdzi, ze zegarek pomogl mu przezyc, bo dzieki niemu trzymal tempo i sie nie zajechal 🙂
        Sciagnal z USA za 200 dol. (u nas pewnie bedzie drooooogo)

  • Paweł

    U mnie pogoda to biegania nie jest zła, w tym tygodniu padało tylko dwa razy, od poniedziałku do środy i od czwartku do niedzieli 🙂

    • Lolz xD

      • Paweł

        Tylko ja nie biorę udziału w konkursie 🙂

  • Łukasz

    Myślę, że to całkiem niezły wynalazek. Mógłbym biegać wg. harmonogramu, a nie jak dotychczas, bez postępów i jak popadnie. Słabo u mnie z motywacją. Przydatna rzecz, ale droga…

  • Nie napisałem kiedy ogłoszenie wyników… Czas do końca środy czyli 23:59 🙂

    • Łuki

      Kiedy wyniki??

  • Mateusz

    Recka z tych ‚z pomysłem’. Szkoda tylko, że na koniec poza warstwą fabularną zabrakło suchego podsumowania czym to urządzenie dokładnie jest, jak działa, jakie ma funkcje, (z czego jest zasilane i jak długo) itd. itd. Poza tym może by warto by go dać komuś kto rzeczywiście jest amatorem i jego poprosić o zdanie i ocene?

  • maciek

    mi na wątrobie leży właśnie to jedzenie, od którego andrzeja było z dnia na dzień coraz więcej 😀

    • maciek

      cholerka mnie też jest z dnia na dzień coraz więcej;/

  • Maciej Kaczmarek

    Ja mam darmowa wersje miCoach na iPhona. Jak narazie bieglem z tym jeden raz i jakoś mnie nie powalil. Moze dlatego ze nie zaglebilem sie w niego oraz to tylko cześć całego urządzenia. Mając całość z pewnością bym go używał.

  • Mateo

    ja mam za to bardzo słabe doświadczenia z Nike+ (pokazywało mi zupełnie z kosmosu odległości) co też zachęciło mnie do zakupienia sprzętu firmy, której nie wymieniłeś ale wszyscy wiemy o którą firmę chodzi 😉 Pobieżnie zerknąłem na stronkę micoach.com i wygląda faktycznie fajnie. Zwłaszcza zachęcające są te plany treningowe. System z kolorami tez wygląda na dosyć intuicyjny. Innymi słowy, chętnie bym spróbował.

  • Paweł Sokołowski

    Nie czuję się Andrzejem, ale niestety towarzyszy mi Maciej. Biegam amatorsko i nieregularnie. Aktualnie używam sports trackera. Niby w zupełności mi wystarcza, ale nie ma tego czegoś o którym piszesz.
    Nie ma żadnego wirtualnego trenera który bardzo mi się przydał. Próbowałem wprowadzić jakąś regularność do treningów samodzielnie i postępy z „wykresów” popychały mnie do dalszego działania.Wirtualnego trenera próbowałem zastąpić treningiem na MP3. Niestety dotarłem tylko do dwóch plików z treningami.
    Szybko mi się znudziły.
    Poza tym wystarczyła mała kontuzja do wybicia mnie z rytmu. Dodatkowo jestem maniakiem gadżetów i gdyby nie rozsądek nakupiłbym sobie ich masę, obwiesiłbym się i biegał. Potem oglądał wyniki 😉 Gdyby micoach był tańszy kupiłbym go nawet dziś bez wahania. Na razie pozostanę przy jednym telefonie z GPS z aplikacją do liczenia przebytego odcinka. Pozdrawiam.PS

  • Mike

    A ja używam miCoach na Blackberry ale to taka okrojona, darmowa wersja jednak dzięki niej zacząłem biegać…regularnie w dodatku!!!:) I teraz tak sobie myślę, że fajnie by było mieć pełną wersję miCoacha żeby mieć porady trenera i takie takie bajery 🙂 miCoach fajny jest i basta!

  • Darek

    MiCoach według mnie jest urządzeniem, które pomaga każdemu biegaczowi i nie ważny jest jego poziom wytrenowany. Z tego co kojarzę to w miCoachu można ustawić własny plan treningowy więc to nam tylko pomaga. Zamiast sami siebie kontrolować, mamy małego robocika przy sobie, który nas kontroluje z każdym krokiem. Osoby które zaczynają przygodę z bieganiem nie potrzebują gadżetów ale zawsze to ich chociaż trochę napędza. Posiadam nike+ na którego nie narzekam chociaż ciężko jest skalibrować nike + żeby maraton wyszedł 42.195. Wg. mnie klasyfikacja wygląda tak :
    1.Garmin
    2.Polar i Adidas
    3.Nike

  • Zwierzu

    Ja bym chciał żeby MiCoach działał trochę dłużej – albo miałem pecha albo ta zabawka po miesiącu wyzionęła ducha 🙂

  • Piotr

    Oh, jak każdy z nas jestem trochę (ale tylko trochę) sprzętowym onanistą. Robię czasami amatorsko zdjęcia i nowym obiektywem na który zbierałem pół roku też się jaram- własności optyczne to jedno, ale nikt mi nie powie, że wyjście na miasto z taką 30cm ‚lufą’ nie jest fajne, bo jest.
    Podobnie jest z Adidas miCoach i tymi wszystkimi wihajstrami do biegania. Mistrzem świata nigdy nie będę, w gazetach o mnie nie napiszą, a takie gadżety pozwalają mi się po prostu lepiej czuć jak biegam. Na przykład telefon z aplikacją która mierzy przebiegnięty dystans i dodatkowo jakaś kobieta mówi mi w słuchawkach, że właśnie ustanowiłem swój rekordowy czas na 5 kilometrów. Czy to nie fajne? Mamy XXI wiek i chociaż istotą biegania dalej jest bieganie to teraz mamy więcej możliwości, można się dzielić ze znajomymi osiągnięciami, nawet jak to ich gó**o za przeproszeniem obchodzi. Bieganie dzięki swojemu społecznościowemu charakterowi i tym wszystkim Iphonom, Nike+ i podobnym wihajstrom wreszcie trafiło do mas i to mi się podoba.
    Ile to już lat temu w USA czy nawet za naszą zachodnią granicą biegający ludzie nikogo nie dziwili, a u nas to ciągle się patrzyli jak na debila. Ze 4 lata temu miałem taki krótki epizod z bieganiem i wiem jak to wyglądało. Teraz jest ZUPEŁNIE inaczej i za to się wg. mnie należą podziękowania tej całej machinie reklamowej która przedstawia bieganie jako cool, dżejzi itp…

  • The_Bigos

    Micoach na iphone to… kurs prawa jazdy blondynki …..
    hamuj, gazuj , zwolnij, dodaj…odpuść sobie !przynajmniej ja tak zrobiłem irytowało mnie to „piłowanie”planu tren.
    O ile plany treningowe,możliwość ich indywidualizacji do swoich możliwości, interfejs http://www.micoach.com to BAJKA (nike+ którego używam może „se dać na lody”),tak app na 3GS’a to… niemiecki zły sen stajni Pana Adolfa Dassler’a.
    Przez to iż GPS ma opóźnienia,nie ma wyrównanej transmisji, są ciągłe wahania pomiędzy zone’ami,masa antagonistycznych komend bijąca po uchu.

    Już lepiej wydrukować sobie te plany i biegać według nich z np.z nike+ i wtedy mamy :

    MiNIKEcoach+ …. über Produkt doskonały !!! :0)

    Micoach Pacer z krokomierzem to zapewne dopracowany trener, spełniająca swoją założoną mu rolę,pozwalający płynnie trenować, a zatem i przyjemnie.Taka wersja mi się marzy,póki co…miNIKEcoach+,na tym biegam 🙂

    Pozdrawiam.Maciej

  • Szczepan

    o przydałby mi się ten adidas micoach dopiero co zaczynam przygodę z bieganiem i muszę powiedzieć że mi się to bardzo ale to bardzo podoba. recenzja przyjemnie się czyta:)

  • MisiekSR

    Dawno nic nie wygrałem a taki gadżet może by mnie lepiej zmotywował do biegania …

    Jak go nie wygram to będzie trzeba się zastanowić nad kupnem czegoś 🙂

  • Krystek

    Mnie ciekawi z kolei, czy taka dodatkowa warstwa okablowania jest wygodna? I tak podczas treningów mam na sobie sporo elektroniki – muzyka, pomiar… Bawiłem się MiCoachem na Androida, aczkolwiek, mnie nie przekonał. Może wersja hard, a nie soft dałaby radę.

  • Chetnie bym sprobowal. Lubuje sie wlasnie w takich wirtualnych trenerach.
    Bieganie zaczynalem od mp3 z treningami na kazdy dzien, byly one na czas a nie na km, wiec zdawaly egzamin. Obecnie uzywam komorki ze Sports_tracker.em ale tam nikt nie podpowiada co i jak(brak trenera), wiec biegam z komorka w reku i zerkam czy biegne zgodnie z planem treningowym Pumy.

  • Oj ciekawi mnie bieganie z miCoach, ciekawi. Na następnym bieganiu przetestuję miCoach dla androida. Zazwyczaj biegam z Runtastic odpalonym na telefonie i jak słyszę informację o tempie to coraz bardziej podkręcam się na wyższe obroty 😉 Może jak miCoach mi powie żebym zwolnił, to się go posłucham 😉

  • Agnieszka

    Motywacji do biegania nie mam. Idę na rower.

    • Uważaj, ja na rowerze ostatnio złamałem obojczyk…

  • Marcel

    Od zeszłego roku biegam z systemem Nike+ i szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie abym miał go nie używać. System jest banalnie prosty i intuicyjny – odpalam aplikację Nike+ GPS na iPodzie, wybieram bieg, naciskam start i biegnę.

    Po ukazaniu się podobnego systemu Adidasa zacząłem dostrzegać, że Nike+ jednak ma wady – brak programów treningowych, brak większej i dokładniejszej ilości danych. Po przeczytaniu waszej recenzji te wady Nike, a zalety Adidasa zostały jeszcze bardziej uwidocznione. Dlatego z wielką chęcią przetestowałbym miCoach i w terenie porównał jak oba systemu sobie poradzą. Tym bardziej, że w przyszłym tygodniu wybieram się nad morze gdzie nie mam zamiaru tylko wylegiwać się na plaży 😉

  • daro2726

    Bardzo faajny blog ;D

  • Kubaa

    Muszę przyznać ze jest to bardzo fajna i trafna recenzja, z checia stworzylbym wlasna jednak… czegoś brakuje i nie sa to checi a wlasnie taki gadżet 🙂 w dzisiejszych czasach przy bieganiu towarzyszy nam coraz wiecej rzeczy, trenowałem juz z nike+ ale szczerze można dostac cholery jezeli chodzi o dobra kalibracje etc, dlatego micoach mógłby go zastąpić 🙂

  • Dag

    Gdyby Andy sączył mi do ucha komentarze pełne wiary w to,że mi się uda, kto wie – może i na mocny finisz znalazłabym siły:)
    Podejście do testu-wcielenie się w Andrzeja z Maćkiem-i opisanie go bardzo fajne i przede wszystkim nie dla reklamy. Chętnie sama wypróbowałabym to urządzenie, ale niestety – pieniędzy brak.

  • Grzesiek

    A mi na wątrobie leży to, że nazbyt często słyszę : idzie Grześ przez wieś, worek piasku niesie…
    Jakby nie mogli mówić, że biegnie.

  • MagicznyOdys

    Po pierwsze, na mnie motywująco działa sama reklama miCoach – do znalezienia na youtube.
    „My coach says – i gotta run faster” 😉

    Z systemem spotkałem się mając telefon z gpsem. Warto o tym wspomnieć że istnieje program dla systemu android który pozwala korzystać z funkcji projektu miCoach całkiem sprawnie. Choć urządzenie z testu na pewno jest wygodniejsze – przede wszystkim jest mniejsze ,a i nikt nie przerwie nam biegu rozmową telefoniczną 😉

    W każdym razie, z chęcią bym takie urządzenie nabył .

    pozdrawiam
    MagicznyOdys

  • yose

    Z życia wzięte (wszelkie prawa zastrzeżone).
    Dzisiaj do biegania wybrałem nową trasę. Pełen optymizmu wskoczyłem więc w buty, na uszy wcisnąłem słuchawki i ruszyłem w drogę. Po po pierwszym kilometrze biegu okazało się, że droga którą pobiegłem zarosła z 10 lat temu (choć na mapie Google jest zaznaczona). Ponieważ nie lubię zawracać a wbiegłem w to pole już całkiem daleko, więc przedzierałem się przez ten poligon, chwasty po pachy i błotniste doły. Na czwartym kilometrze jak już udało mi się dobiec do cywilizacji, mało co nogi nie zwichnąłem próbując kopnąć psa. On chciał mnie pogryźć, żadnemu się nie udało (niestety nie powiem Wam jakie miałem wtedy tętno bo nie posiadam systemu Adidas miCoach). Ponieważ dość już miałem przygód więc skróciłem wcześniej zaplanowaną trasę i pobiegłem przez lasek na skróty. Są tam wyznaczone ścieżki biegowe (niestety nie oświetlone) i po zachodzie słońca biegają tamtędy już tylko sarny i dziki. Z jedną miałem okazję się ścigać (oczywiście nie wiem jakie miała wtedy tętno, bo też nie miała systemu Adidas miCoach), lecz nie dała mi żadnych szans. Przybity poniesioną porażką, z nogami poparzonymi od pokrzyw i toną błota w butach wróciłem do domu. Następna trasa będzie bardziej przemyślana. Przydałby się też jakiś system motywacyjny, pomagający ustalać kolejne treningi, mierzący tętno i prędkość ucieczki tudzież pościgu. Myślę, że opisany w artykule system sprawdziłby się w tej roli znakomicie.

    • Piotr

      Jak mogłeś kopnąć psa. 🙁

      • yose

        Hmmm, przecież napisałem, że mi się nie udało (robił szybkie uniki). Poza tym działałem w samoobronie, też byś się ratował gdyby taka bestia tocząca pianę z pyska chciała odgryźć Ci nogę. Na jednej ciężko biegać a biegać lubię więc się ratowałem jak mogłem.

        • Piotr

          Ja jak widzę groźnego psa to zawsze przyśpieszam i biegnę prosto na niego, trzeba być pewnym siebie na maksa, wyłączyć myślenie i zdrowy rozsądek. Skuteczność, potwierdzone w praktyce 100%. 🙂
          Ostatnio z tydzień temu miałem przygodę z rottweilerem który chyba zgubił właściciela. Wybiegłem sobie zza rogu, patrzę- ze 100m dalej stoi jakieś bydle. Najgorsze co można zrobić to ucieczka, więc prawie sprintem zacząłem biec do tego psa. Warczał z 5 sekund, a jak się skapnął, (cały czas biegłem w jego kierunku) że nie ma do czynienia z jakąś bojaźliwą piz*ą szybko się odwrócił i biegł ile sił w nogach przed siebie piszcząc i odwracając się tylko, a ja cały czas za nim. Ale w końcu mu odpuściłem bo biedak by jeszcze zawału dostał. Był solidnie przestraszony, tak myślę, że z perspektywy obserwatora musiało to wyglądać komicznie. Jakiś człowiek w krótkich spodenkach goni rottweilera… 😀
          Mam psa, lubię psy i znam trochę ich psychikę-uwierzcie to działa, pod warunkiem, że jesteście pewni siebie.

          Pozdro. 🙂

          • yose

            Dzięki za radę. Miałem już okazję przetestować dwukrotnie i w obu przypadkach zadziałało bezbłednie. Pieski uciekają aż miło i nawet potem jak się już im odpuści to nawet nie gonią tylko patrzą takie zlęknione jak się oddalam spokojnym truchtem. Nie były to może rottweilery ale jak widzę jak reagują to nabieram coraz większej pewności i mam nadzieję, że większego też bym dał radę „pogonić” 🙂

  • Rudy Sprinter

    Nie stać na buty do Nike+, nie stać mnie na miCoach, a Twój blog powoduje że chciałbym mieć te wszystkie gadżety, buty i ubrania które opisujesz 🙁

  • Jan Mirowski

    ja bym chętnie spróbował

  • bachuu

    Recenzja jest jakby o mnie ( mój Maciek się na pewno zgadza)
    Jakiś czas temu urodził się „Pinat”. Kiedy wreszcie, choć trochę doszliśmy do siebie całą trójką zaczęliśmy mozolnie układać porządek dnia.
    I jakby tematu nie ruszać zawsze wychodziło że bieganie jest możliwe tylko po 23.00… No więc biegam. Ciemno jest trochę jakby, nieprawdaż. Powodowany troską o swoje życie, biegam z pulsometrem, żeby przypadkiem nie skonać po drodze na zawał. Świecę więc co chwila, sprawdzając czy przypadkiem nie zwolnić. Żeby cokolwiek zobaczyć, oczywiście zwalniam. I w międzyczasie rozmyślam o sprawach przyziemnych. Cenie pieluch na przykład, że buty niedługo trzeba będzie kupić … o i tak mija rozgrzewka. Potem jest czas tylko dla mnie i dla mojego biegania. Wyznaczyłem sobie trasę i biegam co drugi dzień 6 kilometrów, czasem 9. Niekiedy zdecydowanie szybciej – zazwyczaj wtedy gdy nie wezmę pulsometru. Czasem wolniej, kiedy naprawdę mam ciężkie nogi. Ale biegać muszę, i biegam… bo Maciek coraz bardziej znad paska wygląda … Ale ja mam plan. Maciek, Maćkiem, a na jesieni 10 kilometrów musi być poniżej 0’50. Zatem, zanim „Pinat” nie skończy AWF’u to nie w głowie mi układanie planów treningowych. Wystarczy mi abstrakcja w domu…
    Jednak plan jest planem i z Micoach’em czy bez niego na pewno te 10km zrobię. Dam o tym znać.
    Pozdrawiam

  • karioka

    Nie wiem, co to … nie wiem czy to pomaga lub nie… ja od 5 mc mam swój plan treningowy skrupulatnie ustawiony miedzy pieluchami a mlekiem i wszędobylską marchewką- przekleństwem wszystkich proszków… Myślę, że nawet Chajzer Zygmunt nie doprałby tego… Zaś jedno wiem, że jeśli mój małżonek nie będzie posiadał owego ustrojstwa to niechybnie samotną matką zostanę. Gdyż czuję się upchnięta pomiędzy papierami a pampersami i gadaniem, że okrutna rzeczywistość nie zezwala na zakup, bo kupić trzeba milion innych „ zbędnych rzeczy” … także nie dopuście do rozwodu : )

  • Łuki

    Kiedy wyniki?

    • Byłem nieoczekiwanie poza domem w środę, przepraszam za kilka godzin obsuwy 🙂

  • miCoacha testowanego na blogu wysyłam Rudemu Sprinterowi.

    Postaram się więcej sprzętu wyciągać na konkursy dla Czytelników, zaraz będą jesienne maratony i przydałoby się rozruszać konkursy 😉

  • Rudy Sprinter

    Strasznie się cieszę, pozdrawiam redakcję i obiecuję opisać swoje wrażenia z użytku tego piekielnego sprzętu. Ale już teraz widzę że ma olbrzymią przewagę nad konkurencją;) z uwagi na to że nie potrzebuje specbutów.

  • Takie programy bardzo motywują do biegania. Osobiście używam endomondo z którego jestem bardzo zadowolony. Moją opinie na temat tego programu przeczytacie pod tym adresem

  • Adrian Lenart

    Witam.

    Wie ktoś może czy Adidas MiCoach Zone B potrzebuje opaski napiersiowej do pomiaru czy poprostu dzięki niej pomiar jest dokładniejszy ?

    I czy istnieje podobne użądzenie Adidasa lub konkurencji z takim designem i prostotą oraz możliwością podłączenia bluetouch pod telefon (niestety nie posiadam ANT+).
    Zależy mi na pomiarze pulsu podczas cwiczen na siłowni ale od czasu do czasu jakiś rower/bieganie.

    Może do Zone B wystarczy coś dokoupić ?