19 maja 2015 - 0

adidas Ultra Boost

Thumbnail

Z adidasami zawsze mi było nie po drodze. Miałem przyjemność testowania kilku modeli, ale nigdy nie udało im się trafić w moje upodobania. Nie chce mówić, że były złe, bo nie były, ale nie były też wyróżniające się. Jedynie Supernova Glide  sprawdzała się nieźle. Jeżeli zaś chodzi o Energy Boost, to pamiętam tylko palenie stopy z przegrzania, które przyćmiło całkiem niezłą dynamikę. Do testu nowego buta podszedłem więc ze sporym dystansem, żeby nie powiedzieć uprzedzeniem.
adidas boost 2

To, co rzuca się w oczy jako pierwsze to zupełnie inna podeszwa – uboga w gumę i z odsłoniętą pianką, która notabene przypomina mi, uwielbiane przez większość pań na diecie, wafle ryżowe zwane szyderczo styropianem. Guma na podeszwie ma stożkowe wypustki, które sprawiają, że but doskonale trzyma się nawierzchni. Podeszwa zbudowana jest z „kapsułek”, które mają za zadanie przełożyć energię z lądowania na fazę odbicia. Pierwsza odsłona Boosta miała takowych „kapsułek” dwa tysiące, a model ultra został wzbogacony o kolejne tysiąc. Zmieniła się też proporcja pianki Boost w stosunku do pianki Eva – z 80/20 do niemal wyłącznie pianki Boost. To ma niestety jedną wadę –  powoduje szybsze zużywanie się. Po około 120 km buty znacznie straciły na wysokości.

energy boost 2

W cholewce uwagę przykuwa zapiętek. Okolica pięty jest mocno usztywniona, ale na wysokości ścięgna Achillesa jest wycięcie, które pozwala na swobodą pracę.  Cholewka jest wyciągnięta bardzo wysoko, przez co but doskonale oplata Achillesa. Sama cholewka jest wewnątrz bardzo przyjemna i miękka. Język jest z nią zintegrowany, co dobrze sprawdza się w trakcie biegu. Stopa ma komfortowo i osadzona w bucie czuje się pewnie. Nie lata, nie przesuwa się i cały czas pozostaje na swoim miejscu. Ale…podczas mocniejszego zasznurowania pojawić się może znaczący problem.  Mowa tutaj o systemie umieszczonym po bokach cholewki, odpowiedzialnym za trzymanie stopy w bucie. Plastikowe elementy, przez które przechodzą sznurowadła, przy mocnym związaniu niemal wżerają się w stopę, powodując przy tym silny ból.

adidas boost

Na biegu

Wkładasz stopę i myślisz sobie bardzo wygodnie i przytulnie, naprawdę miły but. Robisz krok i czujesz jedno –  amortyzację, którą ciężko jest opisać. Po przerzuceniu się z minimalistycznego Nike Free komfort jest obłędny.

Producent promuje buta jako bardzo sprężystego, oddającego maksimum energii. Czy tę sprężystość czuć na biegu? Tak, mimo sporej miękkości buta, odczuwa się wspomnianą sprężystość. Dzieje się to za sprawą umieszczenia pod łukiem dynamicznym stopy systemu TORSION, głęboko zatopionego w piance Boost. Pozwala on na niezależny ruch przedniej i tylnej części stopy. Samo oddawanie energii czuć w przedniej części stopy. W tym miejscu but jest również bardzo elastyczny.

adidas boost 2

Po przebiegnięciu kilku kilometrów, ni stąd ni zowąd przyszedł niespodziewanie ból stopy. Powodem był nacisk wspomnianych już przeze mnie paneli umiejscowionych na boku buta. Musiałem przesznurować buta i mocno poluzować sznurowadła. Ból jednak towarzyszył do końca treningu. Na kolejnym treningu, po rozluźnieniu środkowej i przedniej części buta,  było znacznie lepiej.  Miejsce nacisku odczuwałem jednak wyraźnie. Dopiero na trzeci dzień udało mi się trafić z wiązaniem, co poprawiło komfort biegu.

Muszę wspomnieć o wentylacji. Energy Boost, który miałem okazję testować za pierwszym razem, grzał mi stopę jak równikowe słońce. Obecna cholewka jest bardzo przewiewna i sprawia wrażenie elastycznej dzianiny. Podczas biegu świetnie wentyluje.

adidas boost 2

Na zasadniczy test wybrałem maraton. W bucie ważna była dla mnie amortyzacja, tamtego dnia nie potrzebowałem szybkiego buta. Zależało mi, aby dobiec do mety żywym i po cichu liczyłem, że but skompensuje mi brak przygotowania. Jako, że wcześniej w bucie biegałem, wiedziałem czego mogę się spodziewać. Na starcie lekko siąpił deszcz. Zastanawiało mnie czy Ultra Boost na mokrej nawierzchni będzie trzymał się równie dobrze, jak na suchym terenie. Nie zawiodłem się, przyczepność była dobra również w warunkach deszczowych. Jedynie na punktach odżywczych było naprawdę ślisko, ale nie codziennie biega się po asfalcie, na którym wylane są setki litrów izotoników. Biegniemy dalej. Po pewnym czasie poczułem jak w bucie mam bardzo mokro. Starałem się omijać większe skupiska wody i nie biegać środkiem kałuż. Mimo zastosowanych środków ostrożności, but dosyć szybko przemókł. Nie mam pretensji, bo przecież pada a szczelne są chyba tylko kalosze. Na 15 km musiałem przewiązać buta, bo zrobiło się nieco ciaśniej. Wiadomo, trochę wody, stopa nieco spuchła, sznurówki się ściągnęły. Po ponownym zasznurowaniu wszystko wróciło do normy. Po 20 km określiłbym buta jako wygodny, komfortowy, miękki i przyczepny. Stopa ma sporo luzu. Nie ma ściskania stopy z każdej strony, palce mają również komfort i swobodę.  Naprawdę udany model. Schody zaczęły się nieco dalej. Na 30 km poczułem silny ból. Przypomniały o sobie panele boczne zintegrowane ze sznurówkami. Plastik wrzynał mi się w stopę tuż pod kostką. Musiałem się trochę nakombinować, by przesznurować buta w taki sposób, by ograniczyć nacisk. Jakoś się udało, ale tylko na chwilę. Musiałem powtórzyć czynność trzy razy. Zatrzymywałem się na 30, 32 i 37 kilometrze. Przy trzecim podejściu poluzowałem maksymalnie wiązanie i jakoś dotrwałem do końca.

adidas boost 2

Podsumowując, mimo wpadki z systemem sznurowania, z buta byłem zadowolony. But, po odpowiednim zasznurowaniu, ma w sobie więcej komfortu niż uwielbiany przeze mnie najkowy Pegasus. Śmiało mogę przyznać, że był to bardzo dobry wybór na bieg maratoński. Gdybym miał w planach szybki bieg, wybrałbym coś zdecydowanie innego. Ale założenie było inne.

Pawel Rozanski

Przygodę ze sportem zaczął od jazdy na rowerze MTB, później przerzucił się na kolarstwo szosowe. Triathlonem zainteresował się będąc na studiach. W wieku 21 lat ukończył pierwszego Ironmana, a w 2007 roku na zawodach w Klagenfurcie zdobył trzecie miejsce w kategorii M-18. Trzy sezony trenował pod okiem trenera z Nowej Zelandii John’a Newsom’a. Niestety problemy zdrowotne tymczasowo zdyskwalifikowały go ze startów. Obecnie przygotowuje zawodników do startów biegowych i triathlonowych na dystansie IM i HIM. Z sukcesów swoich podopiecznych czerpie dużą satysfakcję. W swojej pracy trenerskiej największą wagę przywiązuje do efektywności treningu. Jest wielkim zwolennikiem pracy nad doskonaleniem lokomocji ruchu. Najbardziej lubi biegać po Puszczy Augustowskiej. Marzy o starcie w norweskim Norseman Extreme Triathlon.

Udostępnij wpis w social media

Skomentuj wpis