20 stycznia 2015 - 0

Blue Monday

Thumbnail

Myślałem, żeby tak natytułować wpis Mój osobisty wyższy poziom zjebania fizycznego i psychicznego (właśnie go osiągnąłem – przyp. aut.) albo jakoś tak ale potem włączyłem TV i zobaczyłem, że dzisiaj najgorszy dzień roku. To by się zgadzało.

Patrzę sobie teraz na młodych chamów. Młody, ledwo 20 lat skończył. Bez rodziny. Bez problemów. Z mało absorbującą pracą. Wybór pomiędzy nic nie robieniem, a bieganiem. Wyniki przychodziły same, co bieg to życiówka, utrata wagi bez diety. Teraz już widzę, że młodym chamem był każdy. W ogóle tego nie doceniałem. Nie jest łatwo regularnie trenować, zdrowo jeść i generalnie wziąć się za siebie mając na głowie pracę i rodzinę. Im człowiek starszy tym jest gorzej. Bliżej mi teraz do 30-stki niż 20-stki i odczuwam bardzo brutalnie spowolnienie metabolizmu i przygniecenie przez dorosłe życie. Już nigdy nikogo nie skrytykuję z powodu jego wyglądu. Depresja, beznadzieja, dzieciaki drące się 24/h, rozpadający się związek, problemy z pracą. Ale po kolei Panowie i Panie.

Parę dni temu znajomy bloger Arvind (polecam Fitback!) otagował mnie pod swoją notatką o kampanii zachęcającej kobiety do aktywności. Ostatnie dni spędziłem pracując bez przerwy i dopiero dzisiaj przeczytałem cały tekst. Nie wiem do końca czy powinienem teraz napisać o tym spocie reklamowym, o moim nadmiarze pracy czy o aktywności fizycznej kobiet po 30-stce bo mózg mi uciska czaszkę ze zmęczenia. Od paru dni pracuję logiem z przerwami na krótki sen kiepskiej jakości więc narracja tej notatki może się nie kleić. Zaczęło się w piątek od pracy od 9 do 4:30 następnego dnia, potem sobota cały dzień, przerwa na piwo u znajomych, gdzie zasnąłem na kanapie. Planowałem nocować w biurze, więc miałem ubrania na zmianę i ręcznik. Zawsze lepiej spać u kolegi niż na kanapie w sali konferencyjnej, daje to jakieś złudzenie normalności i posiadania work life balance. Potem niedziela dokończenie projektu, poniedziałek 5h spotkanie strategiczne. Noc z poniedziałku na wtorek zarwana, zegar biologiczny rozregulowany i pomimo, że nie mam siły wstać do kuchni po wodę, to nie mam też siły zasnąć. Szach mat, zyliard lat ewolucji nie wypracował w ludziach mechanizmu sprawnego zasypiania. Przy siłach trzymała mnie tylko planowana podróż do Tajlandii. Zapieprz opłacił bo prawdopodobnie będę realizował kosmiczny projekt w pracy. Cytując klasyka Żeby do czegoś dojść trzeba zapierdalać. Tylko czy warto? Myślę, że tak ale pewności nie mam. Jak nie przełoży się to bezpośrednio na moje korzyści to obiecuję sobie i Wam jedno – stanę się pełnoetatowym blogerem i będę mało zarabiał, mało wydawał ale za to bardzo dużo trenował.

Podziwiam wszystkich biegaczy w wieku moich rodziców. Wszystkich, którzy łączą zarabianie na życie z odwożeniem dzieciaków do szkoły i z treningami do Ironmana. Swój maraton przebiegłem w wieku 21 lat kiedy byłem jeszcze dzieciakiem, teraz bym nie dał rady. A na triatlon w Gdyni się już zapisałem…

Mateusz

Przygodę z bieganiem zacząłem blisko 10 lat temu bo w 2006 roku. Od tego czasu również prowadzę bloga. Ukończyłem dwa maratony, dychę biegałem w 40 minut, potem miałem poważną kontuzję i teraz po raz kolejny wracam do sportu.

Udostępnij wpis w social media

Skomentuj wpis