26 sierpnia 2013 - 4

Brzytwą po oczach, igłą w kolano

Thumbnail
2013-08-14 14.19.14
Sokowirówka do krwii

14 sierpnia miałem zabieg wstrzyknięcia komórek macierzystych w więzadło rzepki. Jeśli leci z nami lekarz – proszę o merytoryczny komentarz bo na pewno coś przekręcę. Z tego co wyczytałem w Internecie za pomocą „urządzenia do wirowania” uzyskano z mojej krwi osocze bogatopłytkowe – Platelet Rich Plasma. Czyli takie, które odpowiada za krzepniecie krwi po skaleczeniu i ma wysoką zawartość hormonu wzrostu. Następnie zostanie ono wstrzyknięte pod więzadło rzepki. Będzie tam wytwarzało czynnik wzrostu, który ma wyleczyć obrzęk. Przez cztery tygodnie po zabiegu będę musiał bardzo oszczędzać kolano, chodzić po schodach z wyprostowaną nogą, nie zginąć nogi podczas siedzenia i hamować samochód lewą nogą. Samo wbicie igły i wstrzyknięcie zastrzyku w kolano było cholernie bolesne. Lekarz musiał otworzyć okno bo zrobiło mi się ciemno przed oczami. Tak bolało. Stąd też taki, a nie inny tytuł (uwielbiam dramatyzować).

Minęły prawie trzy tygodnie i nie mogę powiedzieć, żeby nastąpiła znacząca poprawa. Owszem, jest lepiej, nie mam nagłego kłującego bólu w kolanie ale ciągle wieczorami dopada mnie uczucie, że mam w kolanie poduszkę powietrza, która uciska na skórę i kość od wewnątrz. Zabieg zrobiony, kasa wydana, objawy dalej są, lipa. Koszt takiego zabiegu to 750 zł. Znam lepsze sposoby na wydanie tych pieniędzy. Np dwie pary butów do biegania albo wyjazd na maraton gdzieś za granicę. Oh wait, nie mogę biegać. To może lepiej wydać tę kasę na trzy baki benzyny. Na pewno nie na kilka dni nadziei, że po ponad półtora roku wróci się do biegania. Jestem wkurzony. Nawet kiedy piszę tę notatkę czuję jak pieprzona poduszka rośnie mi pod kolanem.

W okresie kiedy z oczywistych przyczyn pauzuję z bieganiem muszę skupiać się na diecie. Nie ma nic trudniejszego niż nie obżerania się chipsami i żelkami. Hamowanie się przed jedzeniem od najmłodszych lat było dla mnie ogromnym wyzwaniem. Od kilku dni testuję smartphone Samsung Galaxy S4, który wyposażony jest w aplikację S Health, która pomaga w liczeniu kalorii oraz może pełnić funkcję pulsometru (po dokupieniu paska monitorującego pracę serca), łączyć się z wagą i glukometrem. Dla mnie najważniejsza jest funkcja liczenia kalorii. Szczególnie przydaje mi się teraz kiedy jestem na wakacjach w Grecji. Ponieważ dodaję każdy posiłek do S Health staram się jeść mniej węglowodanów i słodyczy. Nie jest to możliwe na wczasach, grecka kuchnia nie sprzyja trzymaniu diety. Ale element gamifikacji, który Samsung wprowadził w moje życie namawia mnie do jedzenia kurczaka z grilla z brokułami zamiast gyrosu i frytek. Za dwa-trzy tygodnie napiszę szczegółowy test tej aplikacji.

s health
Dodawanie składników posiłku w S Health – nice and easy!

Dodawanie posiłków jest bardzo proste. Mamy trzy podstawowe posiłki – śniadanie, lunch i kolacja. Dodatkowe posiłki można dodać jako ‚inne’. Większość diet poleca jedzenie wielu małych posiłków więc łatwo możemy dodać podwieczorek albo posiłek przed lub potreningowy. Dobrze działa system dodawania własnych elementów posiłku. Jeśli często jemy kurczaka w sosie teriyaki liczymy ile ma kalorii i dodajemy go jako np. kurczak teriyaki 100g. Jeśli zjemy więcej możemy zaznaczyć w aplikacji wielkość porcji i nie musimy sami liczyć o ile wzrosła liczba kalorii. Dla takiego lenia jak ja – wypas. Szkoda, że nie można po prostu zrobić zdjęcia talerza, tak żeby S Health sam policzył kalorie. Poczekajmy dwa, trzy lata, coś czuję, że Samsung opatentuje taką technologię.

 ***

Zmieniłem logo bloga. Za jakiś czas również będzie nowy wygląd Runbloga. Razem z zabiegiem komórkami macierzystymi w Centralnym Ośrodku Medycyny Sportowej zamknąłem pewien rozdział w walce z kontuzją. Mam przed sobą albo poprawę albo znowu nic-nie-dające-i-drogie-diagnozy i prawdopodobnie artroskopię kolana. Dochodzenie do Formy – tak nazwałem notatki typowo personalne, w których będę Was informował jak postępy z moją formą. Równolegle będę publikował testy obuwia pisane przez wspaniałe osoby, z którymi ściśle współpracuję w okresie kiedy sam nie mogę zdzierać kolejnej pary butów. Mam w kolejce trzy testy obuwia, materiał o Cross Fit i minimum jeden fajny konkurs. Stay tuned!

Mateusz

Przygodę z bieganiem zacząłem blisko 10 lat temu bo w 2006 roku. Od tego czasu również prowadzę bloga. Ukończyłem dwa maratony, dychę biegałem w 40 minut, potem miałem poważną kontuzję i teraz po raz kolejny wracam do sportu.

Udostępnij wpis w social media