21 marca 2014 - 0

Déjà vu

Thumbnail

Kiedy zaczynałem przygodę ze sportem byłem totalnym dzieciakiem. Po ciężkich treningach potrafiłem imprezować całą noc, przespać się parę godzin i robić kolejny trening. W wieku 20 lat człowiek jest niezniszczalny. Mówi się, że kiedyś piło się dwa dni i miało kaca przez jeden dzień. A teraz pije się jeden dzień i ma się kaca dwa dni. Tak samo jest z regeneracją po treningu. To co kiedyś było dla mnie lajtowe teraz powoduje dwudniowe zakwasy.

Wczoraj zdałem sobie sprawę, że jestem w tym samym miejscu, w którym byłem w 2008 roku. Powrót do formy zaczynam od sportów walki. Od niedawna chodzę na boks, który jest złotym środkiem pomiędzy oszczędzaniem kolana i porządnym treningiem interwałowym i cardio. Nawet czułem się tak samo ponieważ jechałem na trening autobusem, na jeden dzień musiałem oddać samochód do warsztatu. Te same rękawice, te same owijki i ten sam autobus podwarszawskiej linii 701.

Znowu czuję się jak ktoś kto uprawia sport. Kupiłem odżywkę białkową, gotuję w domu, zastąpiłem chipsy pistacjami i suszonymi pomidorami, słodycze suszonym jabłkiem. Jedynie Cola i Redbull light pozostały w śmieciowej diecie. Dieta to osobna historia, muszę w końcu wrócić do planów, które mi rozpisywali świetni dietetycy i trenerzy. Wystarczy wydrukować, zrobić zakupy i jeść to co kiedyś.

W poniedziałek zrobiłem pierwszy trening biegowy, chociaż treningiem tego nazwać nie mogę. Dwadzieścia minut biegania po centrum Warszawy. Miałem tylko buty do CrossFitu, które nie nadają się do biegania po twardej nawierzchni. Ani do biegania w ogóle jeśli się ma nadpronację. Kiedy zastanawiałem się jakie buty założyć na kolejne bieganie uświadomiłem sobie, że rozdałem wszystkie buty biegowe jakie miałem! Nie biegałem, trzymała mnie kontuzja, oddałem buty i odzież treningową ludziom, którym bardziej się mogą przydać. Tak jak pisałem, jestem tam gdzie na początku przygody z bieganiem – nie mam nawet butów do biegania.

Ten rok poświęcę na odbudowanie tego co zawaliłem przez kontuzję. Dzięki niemałemu doświadczeniu, górnolotnie mówiąc, zamierzam odrodzić się jak Feniks z popiołów. Wskoczyłem w tryb train and destroy.

Mateusz

Przygodę z bieganiem zacząłem blisko 10 lat temu bo w 2006 roku. Od tego czasu również prowadzę bloga. Ukończyłem dwa maratony, dychę biegałem w 40 minut, potem miałem poważną kontuzję i teraz po raz kolejny wracam do sportu.

Udostępnij wpis w social media

Skomentuj wpis