06 lutego 2015 - 0

Droga do Tokio

Thumbnail

Rozmawiam z Markiem Bogdołem, twórcą strony www.drogadotokio.pl, dzięki której udało mu się zebrać środki na tegoroczny start w Tokyo Marathon. Na swojej stronie nie boi się użyć wyrazu: „stringi” i „wazelina”, a jego wielkim marzeniem jest pokonać wszystkie maratony zaliczane do World Marathon Majors. Choć o bieganiu pisze z dużą dozą (auto)ironii, wszystkie starty traktuje z należytym szacunkiem.

polmaraton_zywiecki_2014

Mateusz: Zacznę tendencyjnie – dlaczego zacząłeś biegać?

Marek: Nie wiem, czy moja odpowiedź będzie równie tendencyjna, ale… Swoją przygodę z bieganiem rozpocząłem 3 lata temu. Przyczyna była prosta: od zawsze chciałem spróbować tej formy sportu. Po tym, jak moje ciało tu i ówdzie zaczęło się zaokrąglać od nadmiaru słodyczy, postanowiłem coś z tym zrobić. Najpierw przez 3 miesiące uskuteczniałem treningi w domu. Wbrew pozorom nie była to Ewa Chodakowska, a program do fitnessu na PlayStation 3. Udało mi się  zrzucić z dobrych kilka kilogramów. Przyszedł więc czas na bieganie. Rozpocząłem słynny już 30-minutowy plan treningowy. Trochę chodzenia, trochę biegania i po 6 tygodniach potrafiłem biec pół godziny bez przerwy. Jak dla mnie był to nie lada wyczyn. Później wystartowałem w pierwszym biegu. Dostałem pierwszy medal. Postanowiłem, że od tej pory tak będę spędzał część swojego wolnego czasu.

Mateusz: Tokio? Nie dało się dalej?

Marek: Może i by się dało 😉 Po tym jak w 2013 r. w Berlinie przebiegłem swojego pierwszego majorsa, po kilku sekundach zamarzyłem o kolejnym. Japonią interesowałem się od dziecka. Jestem pokoleniem, które czas spędzało na boisku, a Kapitan Tsubasa był idolem każdego młodego napastnika. Szukając informacji o pozostałych maratonach zaliczanych do World Marathon Majors, zawędrowałem na stronę organizatora Tokyo Marathon. Akurat były otwarte zapisy i postanowiłem skorzystać. Nie liczyłem jednak na łut szczęścia. Na 35 tys startujących losowanych jest co roku 30 tys pakietów startowych. Wśród tej liczby jest „zaledwie” 5 tys osób z poza Japonii. Liczba Polaków nie przekracza 30 osób. Po tym jak pewnego przedpołudnia otrzymałem maila z Tokio, że zostałem wylosowany, nie mogłem w to uwierzyć. Na początku była euforia. Po minucie poszła sobie jednak precz i pojawiło się zwątpienie: „Czy uda mi się zebrać na to kasę?”

Mateusz: To wtedy w Twojej głowie narodził się pomysł na stworzenie www.drogadotokio.pl?

Marek: O bieganiu chciałem pisać już od dłuższego czasu. Wreszcie pojawił się pretekst, aby to uczynić. Postanowiłem stworzyć miejsce, które będzie ukierunkowane pod zebranie środków finansowych na maraton w Tokio. Stworzyłem ofertę sponsorską i rozpocząłem walkę o możliwość spełnienia swojego marzenia. W dzień, w którym zostałem wylosowany, obiecałem sobie, że zrobię wszystko co w mojej mocy, aby móc tam pobiec. Po jakimś czasie pojawili się pierwsze osoby, które we mnie uwierzyły. To właśnie dzięki ich pomocy 22 lutego 2015 r. będę mógł się pojawić na starcie jednego z najbardziej kolorowych biegów na świecie.

Mateusz: Czy po powrocie zamykasz stronę?

Marek: Bynajmniej. Jeszcze wiele startów przede mną i życiówek do pokonania. Po powrocie z Japonii strona nadal będzie się nazywać tak, jak się nazywa. Dla mnie droga do Tokio była drogą w dosłownym tego słowa znaczeniu. Dla kogoś innego, przysłowiowym Tokio może być przebiegnięcie pierwszych 5 km, bądź pokonanie półmaratonu. Ze swojego wyjazdu będę chciał zrobić sporą relację. Do Tokio będę chciał zabrać każdego, kto mi na to pozwoli. Postaram się pokazać zarówno całą otoczkę związaną z samym maratonem, jak i codziennym życiem w Japonii. Dużo będzie się działo na moim profilu FB, więc zachęcam do jego częstych odwiedzin (www.facebook.com/drogadotokio)

Mateusz: Masz jakiś plan na maraton? Walczysz o życiówkę? Czy rozkoszujesz się widokami?

Marek: Z jednej strony fajnie byłoby zawalczyć o czas lepszy, niż ten z Berlina, który wynosi obecnie 3h 49m 9s. Z drugiej jednak – w Japonii będę prawdopodobnie pierwszy i ostatni raz w życiu. Grzechem byłoby nie skorzystać i nie pozwiedzać w biegu poszczególnych dzielnic. Chłonąć każdy kilometr, aby później było co opowiadać. O złamanie 3h 30 min mogę śmiało powalczyć w ciągu roku w Polsce, a Tokyo Marathon potraktować w kategoriach przygody.

Mateusz: W takim układzie życzę powodzenia i koniecznie przywieź magnes na lodówkę!

Marek: Dziękuję i zrobię wszystko co w mojej mocy, aby go dla Ciebie zdobyć!

Mateusz

Przygodę z bieganiem zacząłem blisko 10 lat temu bo w 2006 roku. Od tego czasu również prowadzę bloga. Ukończyłem dwa maratony, dychę biegałem w 40 minut, potem miałem poważną kontuzję i teraz po raz kolejny wracam do sportu.

Udostępnij wpis w social media

Skomentuj wpis