30 listopada 2010 - 3

Ekobieg Andrzejkowy 2010

Thumbnail

Gościnny wpis Artura Roszczyka

Był to już dziewiąty bieg z serii wyjątkowych Ekobiegów. Wyjątkowych, dlatego że uczestnictwo w każdym z nich nic nie kosztuje. Od uczestników pobierana jest tylko opłata symboliczna, którą są surowce wtórne, np.: puszki aluminium, nakrętki czy makulatura. Każda taka proekologiczna zbiórka ma swój szczytny cel. Start w Ekobiegu Andrzejkowym ‘kosztował’ 5 puszek aluminium – dochód ze sprzedaży wszystkich puszek zasili konto akcji „Pajacyk”. Dziesięciokilometrowy bieg odbywał się w Lasku Bródnowskim, a jego start zaplanowano na godzinę 12:00.  Limit zawodników wynosił 258 osób. Nie wiem ile dokładnie osób stawiło się na linii startu, ale spośród wszystkich z nich równe 150 ukończyło bieg. Impreza zamknęła się około godziny 14:00.

W przeddzień startu dosypał śnieg, więc na trasie tego 10 km biegu na pewno nie zabrakło białego puchu, który sam w sobie byłby jedynie dodatkową atrakcją. Ale w lesie, w wielu miejscach trasa usiana była znacznie gorszymi przeszkodami: zmarzniętymi kałużami, gałęziami szykującymi się aby zaatakować Twoje oczy… To wszystko składało się na ekstremalne warunki tego biegu, które sprawiały, że już stanięcie na linii startu owego dnia, o 12:00, było czymś wyjątkowym.

Myślę, że najlepiej opisują atmosferę i warunki biegu jakieś jego wycinki, historyjki toczące się na naszych oczach. To był mój drugi Ekobieg, poprzedni był na tej samej trasie, ale wówczas zmagaliśmy się tylko z podmokłym terenem i kałużami. Wtedy to był pikuś w porównaniu z tym, co działo się poprzedniej niedzieli. Z tamtego biegu zapamiętałem tylko to, że jakiś biegacz przede mną poślizgnął się i wywalił na jednej ze zdradliwych kałuż… Wczoraj było znaczniej, że tak powiem, ciekawiej. Ludzie nie tyle że się wywalali, ale dziewczyna biegnąca przede mną w wyjątkowo wrednej kałuży, która bardziej przypominała mi mini bagno, zgubiła buta. Wyjątkowy pech, szczególnie że było to już pod koniec trzeciego, ostatniego okrążenia. Współczuję i pozdrawiam!

To chyba obrazuje ekstremalność tego biegu. Pewnie daleko mu do ‘rzeźnika’, ale jak dla mnie, był to najbardziej ekstremalny bieg, w którym brałem udział. Podziękowania należą się dla organizatorów i pogody, która nam: dopisała!

Źródło: nasze-bieganie.pl

 

Po biegu, który ukończyłem z czasem dobrym, jak na te warunki, czyli 51 minut i 59 sekund, zajmując 50 miejsce na 150, którzy dobiegli, był mały poczęstunek. Kibicowała mi moja dziewczyna, która zabawiała się w fotografkę, więc razem popiliśmy gorącej herbaty i zjedliśmy gorącą zupkę pieczarkową. Na koniec odbyło się losowanie i wręczenie nagród dla zwycięzców. To mój drugi ekobieg i po raz drugi udało mi się coś wylosować! Tym razem zabrałem do domu w geście triumfu podkoszulkę techniczną Pumy. Jakoś przed 14:00, czyli planowanym zakończeniem imprezy, ewakuowałem się do domu…

Zapis biegu w serwisie endomondo.

Mateusz

Przygodę z bieganiem zacząłem blisko 10 lat temu bo w 2006 roku. Od tego czasu również prowadzę bloga. Ukończyłem dwa maratony, dychę biegałem w 40 minut, potem miałem poważną kontuzję i teraz po raz kolejny wracam do sportu.

Udostępnij wpis w social media