30 czerwca 2014 - 4

Koszulka i spodenki rowerowe z LIDL

Thumbnail

Sezon rowerowy w pełni, topowi producenci sprzętu sportowego atakują nas reklamami w prasie i telewizji, spoglądają zza stoisk na imprezach biegowych, wysyłają blogerom sprzęt do testów. Sam jestem nie żałuję pieniędzy na gadżety sportowe. Miks technologii, designu i merytoryczne, medyczne argumenty sprawiają, że jestem w stanie wydać naprawdę dużo kasy na sprzęt sportowy. W końcu zły sprzęt był jedną z kilku przyczyn, które zaprowadziły mnie do biegowego czyśćca czyli stanu permanentnej kontuzji kolana.

Wszystko super i pięknie ale co jeśli nie mamy środków na zdobycze najnowszej technologii? Tutaj naprzeciw oczekiwaniom wychodzi LIDL z mocno budżetową propozycją odzieży i akcesoriów sportowych Crivit. Przedwczoraj, czyli w sobotę 28 czerwca do niemieckiej sieci dyskontów weszła oferta rowerowa. Oprócz spodenek i koszulki, które zaraz opiszę w ofercie znajdują się również: buty SPD za 99 zł, spodenki z szelkami (nazwane „wyczynowymi”) za jakieś 60 zł, kurtka przeciwdeszczowa za 69 zł, liczniki, pompki i inne akcesoria. Skusiłem się na torbę pod siodełko z zestawem kluczy za niecałe 25 złotych, koszulkę i spodenki dostałem do testów do firmy LIDL.

To nie jest pogłębiony test, raczej pierwsze wrażenia z użytkowania. Koszulka nie była ze mną na żadnych zawodach, pustyni, ani nie była nawet prana. Założyłem ją na jedną przejażdżkę w temperaturze 23°C, wiało dosyć mocno. Chcę Wam przekazać moje pierwsze wrażenia  i odpowiedzieć na pytanie – czy warto wydać 60 zł na komplet rowerowy z LIDL?

Zacznę od wad. Koszulka Crivit jest wykonana z tkaniny TOPCOOL, czyli 100% poliestru. Etykieta informuje, że jest to „włókno funkcjonalne, które optymalnie wchłania wilgoć i transportuje ją na zewnątrz aby wyparowała. W ten sposób skóra pozostaje przyjemnie sucha, utrzymując stałą temperaturę ciała i stwarzając idealne warunki treningu”. Można powiedzieć, że opis producenta zgadza się z rzeczywistością, chociaż odprowadzanie potu jest na słabym poziomie. Koszulka nie jest przewiewna i czułem na karku wyraźne lepienie się materiału do ciała. Jeśli planujesz wchodzić na wyższe strefy tętna to możesz się w niej ugotować. Na niekorzyść przemawia również krótki suwak, który dochodzi tylko do wysokości splotu słonecznego. Dobra koszulka kolarska powinna być rozpinana do samego końca. Materiał jest dosyć sztywny i twardy więc całość nie przylega do ciała, ani też nie zwisa luźno.

Na korzyść koszulki przemawiają trzy głębokie kieszenie oraz dodatkowa mała kieszonka, zapinana na suwak. Idealna do bezpiecznego przenoszenia pieniędzy, dowodu osobistego, karty ICE, kluczy lub komórki. W dużych kieszeniach zmieściłem bez problemów dużą butelkę napoju izotonicznego Oshee i banana. Stójka jest wysoka, suwak sprawnie się zasuwa chociaż jest wyraźnie za duży i ciężki. Na koniec dodam, że koszulka jest moim zdaniem bardzo dobrze wygląda i pasuje kolorystycznie do mojego roweru 😉

Spodenki oceniam lepiej niż koszulkę. Czarne, bez zbędnych napisów, dobrze przylegające do ciała, z lepiej (chociaż nie dobrze) oddychającego materiału. Miałem w rękach wersję z szelkami, która jest prawie dwa razy droższa ale uznałem, że nie będę jej kupował z dwóch względów. Po pierwsze żal mi 60 złotych, po drugie miały okropny napis Speed na nogawkach. Jestem wielkim przeciwnikiem koszulek z bezsensownymi nadrukami. Dotyczy to również ciuchów treningowych. Pielucha jest nieco niezgrabna ale sprawia wrażenie komfortowej. Niestety nie testowałem spodenek w długiej trasie więc to tylko moje przypuszczenia. Spodenki są zaopatrzone w wewnętrzną kieszonkę,  która jest chyba standardem we wszystkich sportowych ciuchach, nawet kąpielówkach pływackich. Standardem jest również to, że kieszonki te są tak małe, że zmieści się nich krótki klucz do mieszkania i jakieś drobne monety. Zawsze zastanawiało mnie dlaczego nie mogą zrobić tych kieszonek trzy razy większych, wtedy można byłoby schować w nich komórkę. Oczywistą wadą spodenek jest brak szelek. Mogę je porównać do spodenek no-name z Intersportu za ponad dwa razy większą cenę i są podobnej jakości.

Podsumowując – rowerowe spodenki i koszulkę z LIDLA mogę zakończyć tak samo jak mój test butów do biegania z LIDL z 2011 roku, używając nawet dokładnie tych samych słów bo kwota przypadkiem też się zgadza:

59.90 PLN !!! Pomimo, że zestaw rowerowy jest mocno przeciętny to jego cena rekompensuje wszystkie mankamenty.

Powracając do zadanego przedtem pytania:

lidl rower

Odpowiedź brzmi: warto, ale bez wysokich oczekiwań. To nie jest sprzęt, który może konkurować z odzieżą topowych marek. Jest kompromisem pomiędzy ceną i jakością. Kosztuje tyle co dwie kanapki w hipsterskiej burgerowni, a może być początkiem pięknej przygody z rowerem. Dla mniej zaawansowanych kolarzy w zupełności wystarczy. Również niektóre akcesoria rowerowe mogą być przydatne, chociaż dobrze radzę sprawdzić przed zakupem czy są w komplecie.

Mateusz

Przygodę z bieganiem zacząłem blisko 10 lat temu bo w 2006 roku. Od tego czasu również prowadzę bloga. Ukończyłem dwa maratony, dychę biegałem w 40 minut, potem miałem poważną kontuzję i teraz po raz kolejny wracam do sportu.

Udostępnij wpis w social media

Skomentuj wpis
  • Dla wielu osób kupowanie odzieży sportowej w sklepach typu Lild jest czymś niedopuszczalny, bo niewiedzieć czemu panuje przekonanie o kiepskiej jakości takiego zakupu. Niestety moda na marki nadal jest wszechobecna i wiele osób woli wydać kilkaset złotych za logo znanej firmy, której produkt wcale jakościowo nie jest zdecydowanie lepszy.

  • Też kupiłem ten zestaw w Lidlu i jestem z niego bardzo zadowolony. Oczywiście można by się do czegoś przyczepić, ale za tą cenę nie wiem czy znalazłbym coś równie przyzwoitego.

  • A myślałam, że to tylko ja nie cierpię tych bezsensownych napisów na ubraniach 😉

  • Art

    Spodenki z Lidla to katastrofa. Jak ruskie dynamówki – przecierają się na kolanach i pod pachami. Noszę XL, ale lidlowskie XL to chyba na worek kartofli – totalnie nie trzymają rozmiaru. No i wkładka – jak ktoś lubi jeździć z kawałkiem grubej tektury w galotach, to jego sprawa.