16 października 2015 - 0

New Balance Vazee Rush

Thumbnail

New Balance Vazze Rush, jak pisze producent: są stworzone do energicznych treningów, idealnie sprawują się podczas biegów na zewnątrz oraz ćwiczeń na siłowni. Zawsze ciekawią mnie rekomendacje producenta, które staram się później odnieść do swoich osobistych odczuć i wtedy wychodzi szydło z worka… Wiem czy coś jest tylko zabiegiem marketingowym czy faktem. Bywa z tym różnie. W przypadku testowanego buta moje wyobrażenia i rekomendacje producenta znacznie się różnią. Co nie oznacza, że negatywnie, a wręcz przeciwnie. No bo jak można szeregować Vazee jako buta naturalnego podając na oficjalnej stronie w specyfikacji takie oto informacje:
– 6 mm drop dla naturalnego ułożenia stopy podczas biegania
– wzmocniona ochrona tylnej części stopy
– kategoria wagowa: 80+
– waga: 229g (rozm. 9,5); w rozmiarze 42,5 ważą 247 gram

_DSC9670

Zacznijmy od początku. Moja przygoda z New Balance nie należy do długich ani burzliwych. Miałem jeden model startowy dawno dawno temu, który na tamten czas był dla mnie zbyt wymagający. Ot i cała historia. Z ciekawości przystąpiłem do testowania. Na pierwszy rzut oka but wygląda na klasyczną treningówkę. Drop na poziomie 6 mm, sporo pianki pod dynamicznym łukiem i piętą. Cholewka bardzo dobrze osadza nogę w bucie, a za sprawą sześciu otworów przeznaczonych na sznurówki pewnie trzyma nawet wąską stopę. Chciałbym nadmienić, że zawsze poświęcam sporo czasu na wiązanie buta, gdyż sporo modeli jest zbyt szerokich. Mam wrażenie, że New Balance jest węższy niż inne modele konkurencji. Miejsca jest wystarczająco dla osób o wąskiej stopie. Jest niestety druga strona medalu tej sytuacji – biegacze o szerszej stopie krytykują szerokość cholewki. Nie dogodzisz wszystkim…

Przejdźmy do biegu. Wrażenie jest dosyć specyficzne. But jest trochę sztywny i mało elastyczny. Ilość pianki REVlite pod piętą w połączeniu z mało elastycznym bieżnik daje… a w zasadzie odbiera czucie podłoża dla stopy. Na początku stopa podczas lądowania klapała o asfalt, jakbym miał za duże o dwa numery laczki. Jednocześnie daje się zauważyć, że podeszwa dobrze oddaje energie i mimo sporej ilości amortyzacji stopa nie ma przesadnie miękko. Całość sprawia wrażenie raczej twardego buta.

_DSC9650

Pierwszy bieg przypadł na bieg z narastającym nastrojem. Zacząłem od 4:40, ale klapanie sprawiło, że nieco przyspieszyłem do 4:20/km. Muszę przyznać, że wraz ze wzrostem prędkości but zyskiwał. Przy tempie 3:50-4:00 biegło mi się w bucie idealnie. Rzadko podczas biegu pasuje mi absolutnie wszystko, a jeżeli jest to jeszcze połączone ze zrealizowaniem dobrego treningu, to ocena buta musi być wysoka i pozytywna 🙂 Przyczepność jest w porządku. Byłem ciekawy jak but będzie zachowywał się na mokrej nawierzchni, bo ostatnio testowanym modelom zdarzyło się ślizgać przy odbiciu. Zawsze irytuje mnie, gdy przy nawet lekkiej wilgoci stopa ucieka do tyłu tracąc na odbiciu i co za tym idzie, na prędkości. Towarzyszące temu spięcie czworogłowych doprowadza mnie do furii. Ale but daje radę. To, co również zasługuje na wysoką notę to wentylacja. Mimo, iż but nie wygląda przewiewnie, wilgoć z buta była usuwana na bieżąco i nie doszło do przegrzania się stopy. Testowałem go również w temperaturach powyżej 25°C.

_DSC9666

Nie będę tutaj rozpisywał się o nitkach, które wewnątrz buta nie są przycięte i sprawiają wrażenie prucia się, czy innych mało znaczących wadach, bo nie ma to większego wpływu na bieg. Żywotność ma dla mnie zawsze drugorzędne znaczenie. Owszem, fajnie jest, jak but wytrzymuje trudy eksploatacji, ale osoby, które pilnują by wymieniać buty już przy przebiegu około 700-800 km (wiem, że niektórzy robią tyle w miesiąc), czyli tak jak zalecają producenci, nie odczują widocznych śladów zużycia, no może poza spadkiem amortyzacji oczywiście.

Słowem podsumowania, gdybym oceniał testowany model jako but do biegania naturalnego, nie mógłbym ocenić go zbyt wysoko. Jeżeli miałbym oceniać odczucia podczas samego biegu, dałbym 5 w szkolnej skali. Oczywiście but nie jest pozbawiony wad, ale dawno nie miałem pary, dającej tyle radości z biegu.

Pawel Rozanski

Przygodę ze sportem zaczął od jazdy na rowerze MTB, później przerzucił się na kolarstwo szosowe. Triathlonem zainteresował się będąc na studiach. W wieku 21 lat ukończył pierwszego Ironmana, a w 2007 roku na zawodach w Klagenfurcie zdobył trzecie miejsce w kategorii M-18. Trzy sezony trenował pod okiem trenera z Nowej Zelandii John’a Newsom’a. Niestety problemy zdrowotne tymczasowo zdyskwalifikowały go ze startów. Obecnie przygotowuje zawodników do startów biegowych i triathlonowych na dystansie IM i HIM. Z sukcesów swoich podopiecznych czerpie dużą satysfakcję. W swojej pracy trenerskiej największą wagę przywiązuje do efektywności treningu. Jest wielkim zwolennikiem pracy nad doskonaleniem lokomocji ruchu. Najbardziej lubi biegać po Puszczy Augustowskiej. Marzy o starcie w norweskim Norseman Extreme Triathlon.

Udostępnij wpis w social media

Skomentuj wpis