26 kwietnia 2015 - 0

Nike Free 3.0 Flyknit TEST

Thumbnail

Reklamy Nike od zawsze przyciągały moja uwagę. Za dzieciaka pasjonowałem się wszystkimi Nike commercial. W momencie pojawianie się nowych, czekałem z magnetowidem i kasetami VHS,  by móc je nagrać. Pamiętam, jak w latach 90. reklamy z Michaelem Jordanem sprawiały, że nawet osoby nie interesujące się koszykówka na chwilę się zatrzymywały. Później przyszła pora na świetne video z (nie)sławnym Lance’em Armstrongiem. Pierwsza reklama Nike Free również zapadła mi w pamięci, choć od tego czasu minęło już kilka lat. Film promował inny niż dotychczas trend, mianowicie bieganie naturalne. Wtedy jeszcze wielu podchodziło z dużym przymrużeniem oka do nowej mody i pewnie niewielu przypuszczało, że to właśnie w tym kierunku pójdzie rynek. Bieganie naturalne ma właśnie swój czas. Przed nami kolejna odsłona niemal już kultowego Nike Free.

Producent poszedł krok dalej i sparował niezwykle elastyczną podeszwę z cholewką, która ma być naszą druga skórą. Flyknit trudno mi uznać za nową odsłonę Free. Jest to już zupełnie inny but. W podeszwie zmiany są kosmetyczne. W nowym Free została ona inaczej pocięta. Zastosowano nacięcia a’la plasty miodu oraz nacięcie horyzontalne wzdłuż całej podeszwy.  Rewolucja dotyczy cholewki, która teraz przypomina elastyczną skarpetkę. Cholewka została wykonana w technologii Flyknit, od której but ma swoją nazwę.

Pierwsza przymiarka

Wkładasz stopę i czujesz mocne oplatanie. Nie ma dużego ścisku, ale czuć przyleganie i dopasowanie. Skarpeta wyposażona jest jeszcze w system sznurowania oparty o włókna Flywire. Moim zdaniem jest to zbędne, bo sama cholewka bardzo dobrze trzyma się stopy. Poza tym, ze względu na małą ilość wiązań oraz bardzo delikatne sznurówki, po związaniu nie czuć wyraźnego schodzenia się cholewki buta. Nawet przy mocnym ściśnięciu, but zakłada i zdejmuję się z taką samą siłą. Całość cholewki jest jednoczęściowa, bezszwowa i bardzo lekka (producent wspomina o 180 gramach).

Wychodząc na pierwszy trening miałem pewne obawy… czy ruszyć na bieg ze skarpetą czy bez.  Wybrałem ten pierwszy wariant. Na samym początku biegu miałem wrażenie, że podeszwa jest nieco wyższa niż w testowanych przeze mnie wcześniejszych modelach. Od razu daje się też wyczuć wyprofilowanie i wsparcie na wysokości dynamicznego łuku stopy. Wyższa jest też cholewka, która zakończona jest ściągaczem mającym za zadanie lepiej trzymać stopę. W moim przypadku powodowało to bardzo duży nacisk na kostkę i uczucie dyskomfortu. Wraz z upływem kolejnych treningów problem znika. Proponowałbym uprzednio pochodzić w butach, by dać stopom czas na oswojenie się z cholewką.

free nike 3.0

Wentylacja

Górna cześć buta jest tkana. Rozciągając cholewkę widzimy oczka splotu włóczki. Wkładając nogę do środka bez problemu możemy też zobaczyć swoja stopę. Zważywszy na powyższe, miałem nadzieje na bardzo dobrą wentylację. Niestety rozczarowałem się. Za oknem było 19 stopni, biegłem w cienkiej skarpetce a stopa grzała mi się od strony podeszwy. Na szczęście podczas kolejnych treningów nie było już takich problemów. Widocznie stopa przyzwyczaiła się do nowości. Jeżeli chodzi o odprowadzanie wilgoci to wersja ze skarpetką na stopie może okazać się lepszym wyborem. Bieganie bez skarpet nie do końca się sprawdza.

nike free 3.0

Czucie biegu

Nike Free zawsze dostarczały mi maksimum przyjemności z poruszania się na własnych nogach. But zapewnia bliski kontakt stopy z podłożem. Nie jest on zaburzony różnymi rodzajami amortyzacji ani technologiami, które za cel mają sprawić, by stopa miała wygodniej. Czujemy każdą zmianę terenu, ubytki asfaltu czy kamyki. Jeżeli chodzi o połykanie kamieni i trzymanie ich w podeszwie, niewiele się zmieniło. Zdarza się zabrać ze sobą mały kamyk z podłoża. Nacięcia podeszwy dają elastyczność, z jaką nie spotkałem się w żadnym innym modelu. Czuć jak but pracuje w każdym kierunku, czy to na zakrętach czy na nierównościach. Osobiście nie wyobrażam sobie biegania bez serii Free. I to nie dlatego, że są idealne. Bo nie są. Cenię Free za to, że są jakieś. Są inne niż większość, mają swój niepowtarzalny charakter. Oczywiście fajnie byłoby mieć but idealny, ale przecież model ciągle ewoluuje i może niedługo doczekam się… 😉

pablo free

Słowem podsumowania dodam, że osoby szukające w bucie porządnej amortyzacji i wsparcia, będą niezadowolone. Free jest bezkompromisowy. Ma być naturalnie, a nie komfortowo. Ci, którzy szukają w bucie dynamiki na poziomie „startówek”, również nie będą usatysfakcjonowani. Buta polecam osobom szukającym czystych doznań biegowych.

PS: Poprzednie testy Nike Free Run 5.0 (2013), Nike Free Bionic (2014), Nike Free 2 (2011).

Pawel Rozanski

Przygodę ze sportem zaczął od jazdy na rowerze MTB, później przerzucił się na kolarstwo szosowe. Triathlonem zainteresował się będąc na studiach. W wieku 21 lat ukończył pierwszego Ironmana, a w 2007 roku na zawodach w Klagenfurcie zdobył trzecie miejsce w kategorii M-18. Trzy sezony trenował pod okiem trenera z Nowej Zelandii John’a Newsom’a. Niestety problemy zdrowotne tymczasowo zdyskwalifikowały go ze startów. Obecnie przygotowuje zawodników do startów biegowych i triathlonowych na dystansie IM i HIM. Z sukcesów swoich podopiecznych czerpie dużą satysfakcję. W swojej pracy trenerskiej największą wagę przywiązuje do efektywności treningu. Jest wielkim zwolennikiem pracy nad doskonaleniem lokomocji ruchu. Najbardziej lubi biegać po Puszczy Augustowskiej. Marzy o starcie w norweskim Norseman Extreme Triathlon.

Udostępnij wpis w social media

Skomentuj wpis