To co tygryski lubią najbardziej to inne kotki. Ja swoje Pumy Faas 500 bardzo polubiłem i czuję, że dobiegam w nich jeszcze kilkaset kilometrów. Przedłużyłem ich testowanie o tydzień, żeby móc w nich dłużej pobiegać. Adidasie i Najku przepraszam, kocury nie chciały mi zjeść z nóg. Bieganie w nich to czysta przyjemność, nie są wolne od wad ale z butów, w których biegam należą do faworytów. Są szybkie, płaskie, lekkie i niskie. Przebieg mają skromy, poniżej 200 km w tym kilka startów na 10 km. Biegałem w nich głównie po asfalcie oraz leśnych ścieżkach. Mają za sobą dwie wizyty na siłowni (oczywiście zanim je zbrudziłem w terenie).

Jakość wykonania 4/5

W obuwiu z wyższej półki (cena Faasów 500 to 399 zł) nie może być niedoróbek. I ich nie ma. Siateczka połączona jest z materiałem przypominającym sztuczny zamszem, który nieco za szybko łapie kurz i brud. Pomimo mikroskopijnych dziurek siateczka dobrze wentyluje stopę chociaż w temperaturze powyżej 25°C w nich nie biegałem (w czerwcu uzupełnię test o ten aspekt). Wszystkie elementy są ze sobą prawidłowo połączone, w środku nie ma szwów, chociaż boso bym w nich nie biegał. Dużym plusem jest dobrej jakości miękka wkładka. Jedynym co bym zmienił nie tylko w modelu Faas ale w większości modeli Pumy to sznurówki. Na mój gust są zbyt elastyczne i mogą sprowokować mniej doświadczonego biegacza do zbytniego ściskania stóp. Podeszwa to jednolity element pianki BioRide. Grubość podeszwy odpowiadaja butom treningowo-startowym lub lekkim treningowym, nadpronatorzy nie powinni w nich biegać.

Komfort użytkowania 5/5

Faas po jamajsku znaczy szybki. Przy szybkich treningach i startach Faasy sprawdzają się idealnie i pokazują pazury. Podeszwa wykonana w technologii BioRide sprzyja szybkiemu przetaczaniu stopy, jest elastyczna i zapewnia niezbędne minimum stabilizacji. Płaski bieżnik wyjątkowo przypadł mi do gustu, dobrze łapie kontakt z podłożem. Pomimo sporej nadpronacji nie odczuwam bóli w kostkach i kolach – dla mnie to wystarczający dowód na działanie ‚cudownej podeszwy’. Więcej o podeszwie w filmiku poniżej:

Jeśli chodzi o długie wybiegania i treningi w terenie to Faas 500 nie pokaże w pełni na co go stać. Przy długich wybieganiach nie potrzebujemy ‚świeżości w kroku’ i lepiej sprawdzą się bardziej tradycyjne buty treningowe. Pomimo tego zrobiłem w nich kilka treningów w Kampinoskim Parku narodowym oraz na parkowych alejkach, na których biegało się niemal równie żwawo jak na trasie biegu ulicznego. Wbrew temu co możecie przeczytać na forach internetowych, mi nóg mi nie urwało w kolanach od biegania po lesie w Faasach.

Wygląd 5/5

Bardzo duży plus dla Pumy za zbudowanie buta biegowego na bazie designu kultowego modelu Puma RS-1. Oprócz Nike, która wprowadziła nowoczesne biegówki na bazie wzorów V-Series z lat 80 nie ma drugich równie ładnych butów biegowych na rynku. W czerwonej wersji nie pasuje mi osobiście srebrna wstawka nad podeszwą, natomiast niebieska kolorystyka jest tak ładna, że żal je wyjmować z pudełka. Ciekawie wygląda zielona podeszwa w połączeniu z czerwonym materiałem. Minusem jest ponadprzeciętna podatność butów na zabrudzenia.

Cena 4/5

Stosunek ceny do jakości jest bardzo przyzwoity. 399 złotych to cena adekwatna do tego co otrzymujemy w pudełku. Cena jest nawet niższa niż większości butów biegowych, które oscylują w okół 450 zł.

Ogólna ocena 18/20

Mateusz

Przygodę z bieganiem zacząłem blisko 10 lat temu bo w 2006 roku. Od tego czasu również prowadzę bloga. Ukończyłem dwa maratony, dychę biegałem w 40 minut, potem miałem poważną kontuzję i teraz po raz kolejny wracam do sportu.

Udostępnij wpis w social media

Skomentuj wpis