19 września 2011 - 2

ZIG’zakiem do mety – relacja z Reebok Zigtech Challenge

Thumbnail

17 września, czyli w minioną sobotę w Warszawie odbyło się dość interesujące wydarzenie, a mianowicie Reebok Zigtech Challenge – pozwolę sobie je obiektywnie ocenić z perspektywy uczestnika.

Informacje w pigułce:

Reebok Zigtech Challenge – to nic innego jak połączenie biegu z „przeszkodami”. Trasa liczyła 850 metrów i aż 8 „niespodzianek”. W Kolejności chronologicznej:

  • cztery samochody – pokonałem je w ekspresowym tempie skacząc po maskach,
  • kontener – na szczęście nie mam lęku wysokości, więc skok z ponad 2 metrów również poszedł mi dość sprawnie,
  • opony ułożone na płasko – pierwszy kryzys. Na tej przeszkodzie podszlifowałem technikę biegu skipem A,
  • zygzak – koordynacja ruchowa w moim przypadku pozostawia wiele do życzenia. Cztery „machnięcia” w lewo i cztery w prawo kosztowały mnie sporą utratę energii,
  • rusztowanie – ponieważ jestem mały i gibki to „przeturlałem” się pod (mam nadzieję, że nie złamałem w ten sposób regulaminu),
  • autobus – lata młodzieńcze i problemy z „kanarami”, w końcu się zwróciły. Wbiegłem i wybiegłem z autobusu dość szybko, kontroli na szczęście nie było,
  • góra opon – moja największa bolączka. Tu straciłem najwięcej sekund. Do tej pory nie wiem jaką można mieć technikę na pokonanie tej przeszkody (?),
  • podbieg na halfpipe – ostatnia przeszkoda, pokonana jednym, wielkim susem i 50 metrów sprintu do mety.

Powyższy „plac zabaw” pokonałem w czasie: 00:02:45,22 z czego jestem zadowolony. W swojej serii byłem pierwszy, drugi zawodnik za mną dobiegł do mety ze stratą 18 sekund (!). Ostatecznie w ogólnej klasyfikacji zająłem 5 miejsce, za które otrzymałem voucher na zakupy w Reeboku na kwotę 750 zł oraz, co jest dla mnie cenniejsze – szklaną statuetkę.

Resumując:

Reebok Zigtech Challenge – to wydarzenie jakich powinno być więcej w Polsce. Organizacja przebiegła bez zarzutu. Ilość wolontariuszy jaka była na trasie sądzę, że była większa od liczby uczestników, a tych było aż 322, co czyniło ten event naprawdę bezpiecznym! Pogoda dopisała, ponieważ było bardzo słonecznie, a więc idealne warunki do biegania. Tylko gdzie podziali się kibice, których na trasie praktycznie nie widziałem. Nie wiem, ale to akurat nie jest winna organizatora. Jest tylko jedna rzecz, do której mogę się przyczepić i której mi brakowało, to… muzyka na trasie! Taki event przy rytmach DJ, który notabene i tak był na scenie, to rozwiązanie, które na pewno nie tylko mi dodawałoby „skrzydeł” podczas biegu, ale znaczniej ilości biegaczy, więc to takie moja małe życzenie na przyszłość – róbmy hałas!

Mateusz

Przygodę z bieganiem zacząłem blisko 10 lat temu bo w 2006 roku. Od tego czasu również prowadzę bloga. Ukończyłem dwa maratony, dychę biegałem w 40 minut, potem miałem poważną kontuzję i teraz po raz kolejny wracam do sportu.

Udostępnij wpis w social media

Skomentuj wpis
  • Brawa dla Przemka za świetny czas 🙂 Na Warsaw Track Cup też mu bardzo dobrze szło, ciekawe ile nabiega na Biegnij Warszawo. Zejdziesz poniżej 40 min? 🙂

  • Każdy z nas zetknął się z tematem, polecam zaznajomienie się z problemem.

    my blog :: PB rowery