21 lipca 2015 - 0

Zajarany życiem – 19 dni do tri

Thumbnail

Nie chcę chwalić dnia przed zachodem słońca ale wygląda na to, że Mateuszka Fatalistę zastąpił Mateusz Nakurwiacz Napierdalator, jakiego pamiętają tylko nieliczni. Nie jestem wiecznie uśmiechniętą blogerką fitnessową tylko chłopem, który oprócz piwa, panienek i niezdrowego żarcia lubi też czasem pobiegać więc to będzie notatka z gatunku potocznych.

Od trzech tygodni trenuję jak dzika kuna w agreście i ani razu nie miałem problemów z kolanem. Jestem tak zajarany życiem, że nie uwierzycie.

  Paweł Różański, znany Wam trener triatlonu, właściciel triathlonserwis.pl oraz tester sprzętu biegowego, rozpisał plan treningowy mi oraz mojemu ziomeczkowi z czasów liceum Kędziemu. Takie obciążenia treningowego nie miałem od kontuzji i to jest zdecydowanie skok na głęboką wodę. Nie jest łatwo łączyć trening z pracą i życiem towarzyskim.

Gdyby triatlon miał być lajtowy nazywałby się piłka nożna. Nie ma, że się nie da. Dieta, rehabilitacja, trening i wymiania Tindera na Endomondo mogą zdziałać cuda.

 

Najbardziej jaram się tym jak motywuje mnie rozpisany plan i jasno ustalony cel. Jest gatunek ludzi, którzy potrafią realizować tylko jasno określone cele, określone w czasie i przestrzeni. Jeśli wiem, że danego dnia mam start i rozpisaną drogę do osiągnięcia wyniku to nie ma problemu. Gdyby lekarz mi kazał biegać trzy razy w tygodniu to na pewno ani razu bym nie zasznurował butów. Taki cel to abstrakcja, której nie możesz sobie zwizualizować.

Kiedy jest cel to masz w głowie myśl ‚zasraj się, a nie daj się’. W zeszły czwartek zjadłem bardzo tłusty posiłek przedtreningowy, który po prostu mnie zatkał. Po paru tygodniach jedzenia cateringu dietetycznego (Dietbox wielki props, polecam!) Nigdy więcej gotowego fixu do carbonary – prędzej napiję się Domestosa niż zjem to znowu przed treningiem. Ale nie odpuściłem. Pojechałem do Łomianek i o 22 wsiadłem na rower, zrobiłem godzinę pedałowania w pozycji czasowej, potem szybka zmiana i 5 km biegu. Było to turbo głupie bo parę razy prawie potrącił mnie samochód. Nie zauważyłem też przy bieganiu progu zwalniającego i zaliczyłęm filmową glebę na beton dokładnie ścierając sobie kostkę i kolano. Ten trening też wzgbogacił mnie od dwa wypełnione krwią pęcherze na stopach. W ramach przygotowania do tri spróbowałem biegu boso w moich starych startówkach Nike. To nie był dobry pomysł. Swoją drogą jak kiedyś się łamało 20 min na 5 km to te startówki robiły robotę. Szkoda, że nie założę ich na swój comeback. Mam sentyment do tych butów, jednyna stare buty biegowe jakich nie oddałem potrzebującym. Może kupię Zooty albo założę skarpetki, jeszcze nie wiem.

Ale po kolei. Kiedy po cyklu zabiegów terapii manualnej w Fizjoperfekt (Michał, Szepan, Bartek, Maciek – dzięki Panowie) poczułem się lepiej z kolanem poprosiłem Pawła o rozpisanie treningów. Pierwszy tydzień był szokiem dla organizmu i nauką pływania w jeziorze. Do tej pory idzie mi to bardzo, bardzo źle. Dlaczego? Psychika. Każde wejście do jeziora to wyjście ze strefy komfortu. Nie mam pod nogami dna, nie mam czego się złapać, unoszę się w czarnej otchłani jak Sandra Bullock w Grawitacji. A podemną pływają potwory morskie i rozkładają się topielce. Tak mniej więcej czuję się pływając w jeziorze.

Pozostałe dyscypliny nie sprawiają mi trudności pomimo technicznego zacofania. Na rowerze utrzymuję pozycję czasową przez 20 km czyli tyle ile będę jechał za 19 dni w Gdyni. Potem bez problemu biegnę 5 km. Nie łączyłem tego jeszcze nigdy z pływaniem więc powiedzenie pierwszy raz zawsze boli prawdobodnie się u mnie sprawdzi. Nie mam też czasu na eksperymenty z żelami energetycznymi. Oby czeski Xennofit był jeszcze na rynku. Jeśli macie jakieś typy żeli energetycznych to proszę coś polećcie.

pierwsza polowa lipca treningi

A to screen z Endomondo moich ostatnich 3 tygodni. Jak widać w końcu wygląda to jak trening, nie jak okazjonalny jogging. Za kilkanaście dni triatlon w Gdyni. Na fanpage i Instagramie bieżąca relacja z przygotowań.

Mateusz

Przygodę z bieganiem zacząłem blisko 10 lat temu bo w 2006 roku. Od tego czasu również prowadzę bloga. Ukończyłem dwa maratony, dychę biegałem w 40 minut, potem miałem poważną kontuzję i teraz po raz kolejny wracam do sportu.

Udostępnij wpis w social media

Skomentuj wpis