01 października 2012 - 33

Dlaczego nie piszę nowych notatek?

Thumbnail

Przede wszystkim jeśli mam jeszcze jakiś czytelników to proszę napiszcie w komentarzu, że istniejecie. Codziennie ponad 100 osób wchodzi na bloga. Mam głupią wiarę w ludzi i zakładam, że nie są to jakieś boty spamujące Viagrą w komentarzach.

No właśnie, co się stało, że przestałem pisać bloga o bieganiu? Odpowiedź jest prosta. Nie biegam. Mam nadzieję tylko chwilowo. Drugi sezon bujam się z kontuzjami. Biegaczem się jest nie bywa. Za każdym razem kiedy wracam z pracy i mijam moją trasę, na której robiłem kilometrówki, od których paliły mnie płuca chcę wyć jak pies. Dopiero teraz widzę jak bardzo kocham się porządnie zajechać na treningu. I jeszcze ten Maraton Warszawski na Narodowym i Biegnij Warszawo. No żesz kurwa mać! Dajcie żyć i biegajcie sobie pod ziemią, nie mogę na to spokojnie patrzeć. I kuśtykać na jedną nogę.

Mam problem z prawym kolanem. Byłem u lekarza w Carolina Medical Center. Było jak zwykle czyli drogo i super profesjonalnie. Nawet jeśli czuję, że klinika jest droga to i tak ją zawsze wybieram ze względu na świetne podejście do pacjenta. Po kolei. Lekarz zrobił RTG, kazał iść na rezonans, rezonans zrobiłem gdzieś na Wilanowie, wykazał płyn w kolanie i zdrowe wiązadła. Jak zdrowe to dlaczego bolą się pytam? Więc teraz czeka mnie kolejna wizyta u lekarza z wynikami rezonansu, który prawdopodobnie trzeba będzie powtórzyć. Cholera mnie bierze jak o tym myślę bo można zawsze te tysiąc ileś tam złotych wydać. Lekarz razem ze zdjęciem RTG jakieś 500 zł, rezonans 450 zł, powtórzę pewnie rezonans w droższym punkcie i pójdzie jeszcze extra 900 zł. Tak to wygląda od strony finansowej. Forsa jest ale nie lubię wydawać pieniędzy bez sensu. Już wolałbym to przepić. Parafrazując Tomasza Lisa „Co z tą nogą”? Jak się dowiem, dam znać.

Od dwóch miesięcy trzymam pi razy oko dietę i robię plan treningowy rozpisany przez Kubę Czaję znanego szerokiej publiczności jako Ekspert Nike. Polecam jego firmę jeśli nie potrafisz się ogarnąć jak ja z dietą i treningiem. I wszystko super, klatka jakby szersza, biceps jakby większy ale oczywiście w niedzielę dwa tygodnie temu mądry Mateuszek ćwiczył w domu bez rozgrzewki za ciężkim obciążeniem i strzeliło mi coś w nadgarstku. Prawym, dwa razy złamanym. Konkretne kość łódeczkowata. Pęka mi raz na jakiś czas albo cholera wie co, w każdym razie boli. W wieku lat około piętnastu złamała się podczas gry w piłkę nożną. Wniosek? Piłka nożna jest do dupy. Nie wiem czy mam znowu z tą kostką problem czy to coś innego. Postanowiłem przeczekać ból i chodzę na siłownię robię samo cardio. Tylko sam orbitrek to nie to samo co wyciskanie na ławeczce czy ćwiczenia na bramie, czuję się sflaczały. Od dwóch tygodni z dietą też jest gorzej, powtarzam poprzedni tydzień planu dietetycznego bo strasznie popłynąłem z pracą. Tak się trochę żalę jak mała dziewczynka, a co, czasem trzeba.

Praca. Ostatnie miesiące to rozkręcanie nowej firmy. Często wychodzę z pracy bardzo późno. Zdarzało się i po północy kończyć oferty. A najbliższy miesiąc będzie istnym potopem pracy, nie narzekam na brak pracy więc się cieszę, zakasam rękawy i napieram. Jest dobrze, pracuję z genialną ekipą, uczę się od świetnych specjalistów z mojej branży i to mnie motywuje do ciężkiej pracy. To jest mój nowy maraton i nowe wybieganie na 30 km. Jeden nałóg można zastąpić drugim. Może gdybym nie złamał obojczyka 13stego maja 2011 nie poświęciłbym się w takim stopniu pracy i nie robił tego co robię teraz? Dziękuję za uwagę, jutro wstaję o szóstej żeby na ósmą być w firmie. Keep it G!

Mateusz

Przygodę z bieganiem zacząłem blisko 10 lat temu bo w 2006 roku. Od tego czasu również prowadzę bloga. Ukończyłem dwa maratony, dychę biegałem w 40 minut, potem miałem poważną kontuzję i teraz po raz kolejny wracam do sportu.

Udostępnij wpis w social media

Skomentuj wpis