24 marca 2014 - 7

Moja biegowa historia

Thumbnail

Popełniłem chyba wszystkie biegowe błędy, jakie powiela większość biegaczy amatorów. Nie wszystkie skutkują trwałym wykluczeniem z biegania, ale wystarczy nieszczęśliwy zbieg wypadków, nawarstwienie się niezależnych czynników, żeby drobne niedbalstwo zamieniło się w duże kłopoty ze zdrowiem. O moich przygodach z kontuzjami i wychodzeniem z biegowego dołka będę pisał dla serwisu PZU Zdrowie. A dzisiaj podzielę się z Wami moją biegową historią.

Wczytywanie

Warszawa, marzec 2012 rok.

Zobacz w Instagramie

Krótka historia o bieganiu

Czerwiec 2006. Pierwszy raz biegam po Kampinoskim Parku Narodowym. W butach nie przystosowanych do biegania, po jakimś czasie kupuję trailowe New Balance. Sprzedawca w Decathlon polecił mi buty z GoreTexu do biegania w lipcu. Długo nie mogłem dojść dlaczego mam pęcherze na palcach ale biegałem jak oszalały. Zrobiłem pierwszą długą trasę czyli Małą Pętlę, której poświęciłem osobną notatkę. Biegam od czasu do czasu, uczę się jeszcze w liceum i raczej nie widzę związku pomiędzy sportem a lepszą jakością życia.

Maj 2009. W moim pierwszym maratonie startuję po zaledwie 150 dniach przygotowania. Biegam nieregularnie od 3 lat, bez planu. Trochę trenowałem przez krótki czas kick boxing, generalnie styczność ze sportem raczej sporadyczna. W maju tego roku wszystko się zmienia i zaczynam biegać bardziej na poważnie. Cel – maraton obrany i osiągnięty bez większego problemu. Ogromna zmiana wyglądu i stylu życia wyszła mi na dobre. Zawsze borykałem się z nadwagą, więc kolejne kilometry przynosiły ciągle lepsze i lepsze rezultaty. Co ciekawe – decyzję o powrocie do sportu podjąłem na koncercie Behemotha. Biegowy nałóg szaleje już w najlepsze. Rok później maraton w Poznaniu. Do biegania dochodzi trening siłowy. W domu urządzam sobie całkiem nieźle wyposażoną siłownię. Zapał neofity nie gaśnie.

W 2011 rok wkraczam z pełną mocą. Na 10 km trenuje pod złamanie 40 minut, życiówkę ustalam na poziomie 41 min. Wstyd się przyznać, ale już nie pamiętam sekund. Dużo pływam, sprowadzam z USA rower czasowy egzotycznej wtedy jeszcze firmy Quintana Roo i wnoszę opłatę startową do triatlonu w Ełku. Waga i forma jak nigdy. Powodzenie u dziewczyn też jak nigdy. Płaski brzuch z zarysem kaloryfera dodaje dużo pewności siebie na imprezach. Pracy bardzo dużo, coraz krótsze treningi, ale dobra dieta i rozpisywanie planu przez trenera dają efekty, jestem w życiowej formie. Ale szczęście nie trwa długo. Podczas jednego z treningów kolarskich przewracam się i łamię obojczyk. Dokładnie pamiętam datę – 13 maja 2011. Dwa tygodnie później skręcam staw skokowy. Resztę lata, jesień i zimę spędzam na imprezowaniu i wielu konferencjach branży interaktywnej. Akurat zbliża się debiut giełdowy firmy, w której odpowiadam za całą komunikację i nie ma już tyle czasu na bieganie. I tak kontuzje mi to uniemożliwiały. Myślałem wtedy, że kontuzja minie jak kac po imprezie.

Do wiosny 2012 przybyło kilka nadprogramowych kilogramów. Przed rokiem ważyłem rekordowe 67 kg, waga idealna do biegania. Postanowiłem, że wrócę do swojego poprzedniego planu bez zmniejszenia obciążeń treningowych. To był ogromy błąd. Złapałem kolejną kontuzję – naderwałem przyczep więzadła rzepki. Próbowałem zabiegać kontuzję, ale tylko pogorszyłem swój stan. Za sprawą źle działającego systemu opieki zdrowotnej zarówno prywatnej jak i państwowej straciłem ponad rok na diagnozę i leczenie.

Jest marzec 2014 roku i zaczynam biegać po każdym treningu siłowym. 5, 10 czasem 15 minut. Uważam, żeby w kolanie nie pojawiło się nieprzyjemne uczucie puchnięcia, wtedy kończę trening i chłodzę kolano. Cyrk. A jeszcze niedawno biegałem kilkanaście kilometrów prawie każdego ranka. Uczucie ucisku kolana od wewnątrz powoduje podrażnienie ciało Hoffa, podrażniane przez rzepkę, która nie jest w swojej naturalniej pozycji. Nie przeszkadza to w normalnym funkcjonowaniu i niebawem dzięki rehabilitacji problem zniknie. Pół roku temu nie mogłem chodzić normalnie po schodach więc obecne dolegliwości nie robią na mnie dużego wrażenia. Na szczęście zabieg wstrzyknięcia hormonu wzrostu w okolice uszkodzonego przyczepu więzadła rzepki pomógł i proces leczenia się skończył. Teraz trzeba tylko trochę wzmocnić mięśnie czworogłowe, rozciągać się i kontynuować rehebiitację manualną w celu umieszczenia rzepki na jej właściwej pozycji.

Mateusz

Przygodę z bieganiem zacząłem blisko 10 lat temu bo w 2006 roku. Od tego czasu również prowadzę bloga. Ukończyłem dwa maratony, dychę biegałem w 40 minut, potem miałem poważną kontuzję i teraz po raz kolejny wracam do sportu.

Udostępnij wpis w social media

Skomentuj wpis