24 września 2014 - 10

Nike Air Zoom Elite 7 – TEST

Thumbnail

Gdy w moje ręce trafił but biegowy Nike Air Zoom Elite 7, niewiedziałem czy mam się cieszyć czy wręcz przeciwnie. Chyba nigdy wcześniej nie miałem okazji biegać w hybrydzie i zawsze broniłem się przed wynalazkami typu obuwie startowo-treningowe. Zatem do testu przystąpiłem raczej mało entuzjastycznie.

Otwieram pudełko i … łup w łeb (jak w skeczu Monty Pythona 😉

KOLORYSTYKA buta była dla mnie na tyle zaskakująca, że w jednej chwili zmieniłem swój pogląd na temat znaczenia koloru. Dotychczas uważałem, że nie jest istotny. Nie będę jednak rozwijał tematu, bo to kwestia gustu, a o gustach się nie dyskutuje.

Elite 7 łączy w sobie minimalizm buta startowego z solidnością buta treningowego. Samo wykonanie jest przemyślane i solidne. Zwraca uwagę wycieniowany język z miękką „poduszeczką” (dostarcza maksimum komfortu nawet przy mocnym związaniu), jak i wykorzyystanie starych sprawdzonych technologii (użycie miękkiej poduszki gazowej NIKE ZOOM AIR, zastosowanie włókien Flywire). Sama cholewka nie jest szczególnie cienka, ale mimo to, dobrze wentyluje. Posiada wzmocnienia w newralgicznych miejscach, dobrze trzyma stopę.

Dopasowanie buta było dla mnie zaskoczeniem. Nike przyzwyczaiła biegaczy do tego, że ich buty idealnie dopasowują się do stopy i świetnie z nią współgrają. Tym razem w przedniej części buta stopa ma nieco za dużo miejsca. Osoby z wąską stopą będą musiały popracować nad złapaniem dobrego zasznurowania. Da się to oczywiście zrobić, ale trzeba poszukać odpowiedniego ściągnięcia. Przed zakupieniem buta w internecie, sugerowałbym wcześniejszą przymiarkę. Moja para, mimo tego, że była w standardowym dla mnie rozmiarze, była nieco większa.

Asymetryczne wiązanie wraz z połączeniem włókien Flywire pewnie trzyma nogę. Tylna część cholewki jest usztywniona, a zapiętek, podobnie jak język, został wyposażony w miękką poduszkę, która znacznie poprawia komfort i minimalizuje otarcia. Podeszwa w kształcie waflowej struktury gwarantuje lepszą wytrzymałość i przyczepność. Drop w najnowszym modelu Elite wynosi 8 mm.

BIEG

Bardzo mnie ciekawiło czy doznania w tego rodzaju bucie, będą inne i w jakiś sposób szczególne. Były. Testowana hybryda rzeczywiście łączy w sobie funkcjonalności modelu startowego i treningowego, co daje się odczuć podczas treningu. Już na samym początku czuć, że but jest lżejszy niż typowa treningówka (waga buta to około 270 g.) Za sprawą „kołyskowej” budowy podeszwy, mocno daje się odczuć moment lądowania i odbicia. Czub buta jest nieco zadarty, co wymusza bardziej poprawną motorykę ruchu i skutkuje skróceniem czasu odbicia. Dzięki temu but jest bardziej dynamiczny i dużo szybszy niż typowa treningówka. Nie od razu jednak bieg w tym bucie był dla mnie komfortowy. Nietypowa konstrukcja podeszwy sprawiła, że przy pierwszych treningach miałem wrażenie ciągłego podcinania przez asfalt lub biegu z górki.

Mimo kilku startowych cech, brakowało mi lekkości i czucia biegu charakterystycznego dla obuwia typowo wyścigowego. Podczas treningu nie potrafiłem zapomnieć o bucie, co mi trochę przeszkadzało. Wentylacja jest na dobrym poziomie. Stopa oddycha, nie przegrzewa się a wilgoć odprowadzana jest na bieżąco.

nike elite

Jak but poradził sobie na szybszym biegu? Sprawdziłem to na trzech różnych treningach.

Trening 1. Zaczerpnięty z Daniels’a:

4 x (200 m w tempie R/200 trucht)

2 x (400 m w tempie R/400 trucht)

1 x (800 m w tempie R/800 trucht)

2 x (400 m w tempie R/400 trucht)

4 x (200 m w tempie R/200 trucht)

Trening 2. 6 x 1000 m w tempie interwałowym na dwuminutowej przerwie

Trening 3. 2 x 5 km w tempie maratonu na dwuminutowej przerwie w truchcie

Trening interwałowy: Obuwie jest dynamiczne i bez problemu da się wygenerować i utrzymać zakładane tempo. Podczas realizacji zadania but uwalniał sprężystość, a amortyzacja nie pochłaniała energii, jednocześnie zapewniając świetną stabilizację stopy.  Ogólne wrażenie bardzo pozytywne.

Trening rytmowy: Prędkości są na tyle wysokie, że wykonuję go zawsze w butach startowych. Z ciekawością przystąpiłem więc do wykonania tego zadania obuty w hybrydę. Przyznać muszę, że but nie odstawał znacznie od startowego. Oczywiście było czuć różnicę, zarówno w wadze buta, jak i samym czuciu podłoża. Założenie treningowe dało się zrealizować, ale nie było to wyjątkowo komfortowe. Buta na tym treningu oceniłbym na 4.

Trening w tempie maratońskim: Bieg był w tempie nieco poniżej 4 min/km. Po raz kolejny ujawniła się przyjemna sprężystość. Biegło mi się naprawdę dobrze. Co prawda buty nie mają takiej lekkości i czuć je cały czas na nodze, ale z utrzymaniem tempa nie ma większych problemów.

Osobiście na maraton wybrałbym typową wyścigówkę, ale jeżeli ktoś nie jest jeszcze gotowy na tak surowego buta, w tym modelu może poczuć się komfortowo.  Obuwie bardzo dobrze sprawdzi się na biegu interwałowym, jak i na długim wybieganiu w tempie maratonu. Podsumowując, Elite 7 to ciekawa propozycja dla osób szukających kompromisu pomiędzy twardym, szybkim modelem startowym a miękkim, komfortowym, ale nieco cięższym obuwiem treningowym.

Pawel Rozanski

Przygodę ze sportem zaczął od jazdy na rowerze MTB, później przerzucił się na kolarstwo szosowe. Triathlonem zainteresował się będąc na studiach. W wieku 21 lat ukończył pierwszego Ironmana, a w 2007 roku na zawodach w Klagenfurcie zdobył trzecie miejsce w kategorii M-18. Trzy sezony trenował pod okiem trenera z Nowej Zelandii John’a Newsom’a. Niestety problemy zdrowotne tymczasowo zdyskwalifikowały go ze startów. Obecnie przygotowuje zawodników do startów biegowych i triathlonowych na dystansie IM i HIM. Z sukcesów swoich podopiecznych czerpie dużą satysfakcję. W swojej pracy trenerskiej największą wagę przywiązuje do efektywności treningu. Jest wielkim zwolennikiem pracy nad doskonaleniem lokomocji ruchu. Najbardziej lubi biegać po Puszczy Augustowskiej. Marzy o starcie w norweskim Norseman Extreme Triathlon.

Udostępnij wpis w social media

Skomentuj wpis