19 marca 2011 - 34

Siedem grzechów biegaczy amatorów

Thumbnail

1. Udajemy profesjonalistów

Tym wpisem podpadnę wielu ambitnym amatorom. Nie, nie jesteśmy profesjonalnymi sportowcami, nigdy nie byliśmy i nigdy nie będziemy. Często znamy się na treningu, odżywianiu, mamy dobre życiówki ale za bardzo zadzieramy nosa. Biegacze zawodowi są od nas 10 razy mądrzejszy i szybsi. Ja pracuję w agencji interaktywnej, ktoś inny w banku, trzeci jest dziennikarzem. Trzeba umieć z tym żyć i mieć pokorę przed zawodowcami 😉

2. Zanudzamy innych opowieściami z treningów i zawodów

Co jest porywającego dla laika w opowieści o długim wybieganiu w tempie 5’20”? Nic. Dla naszych kolegów z pracy jest to  najnudniejsza rzecz na świecie. Jeśli macie problem z odpowiedzią na pytanie Co robiłeś w weekend możesz powiedzieć Trochę sobie pobiegałem. Nikogo nie obchodzi twoje HRmax. Lepiej załóż bloga i wylewaj przemyślenia na klawiaturę. Ona zniesie wszystko 😉

3. Szpanujemy sprzętem

Jestem najlepszym przykładem tego grzechu. Uwielbiam rozmawiać o piankach w podeszwach, systemach stabilizacji, wadze butów, wyższości Garmina nad Polarem. Lubię też przypadkiem mówić, że mam Garmina 310XT. Ot tak, wymsknęło mi się, że mam dobry sprzęt. Z tematu Polar vs Garmin na biegajznami.pl kilka osób się chyba doktoryzuje. A trening nie zrobiony, tłuszczyk się odkłada…

4. Uważamy się za lepszych

Kto z Was nie słyszał z ust innego biegacza Grubasów powinno się leczyć przymusowo, przecież leczą się ZA MOJE PIENIĄDZE. Ja mogę biegać maratony, oni też powinni. No właśnie nie powinni, bycie grubym i chorym jest ich prawem. Żyjemy w wolnym kraju z takim, a nie innym systemem opieki zdrowotnej, z której też korzystamy kiedy złapiemy kontuzję. Kolejną grupą, którą gardzimy są kierowcy. Podczas biegów organizowanych w dużych miastach regularnie dochodzi do utarczek słownych między kierowcami unieruchomionych przez morze biegaczy. Oczywiście to my jesteśmy mądrzy, oni wstrętni i głupi.

5. Ubieramy się okropnie i śmierdzimy Ben-Gayem

To mój mały prywatny dramat. Wygląd ciuchów do biegania jest odrażający. Co prawda niektóre firmy robią na prawdę ładne ubrania i buty ale wciąż większość sprzętu jest obciachowa. Widzieliście buty Mizuno? Bez obciachu może w nich wyjść tylko Michał Wiśniewski i zaśpiewać Keine Grenzen. I nacieramy się tą okropną maścią rozgrzewającą przed zawodami. Jeśli miałbym z życiówki urwać chociaż 2 sekundy też bym jej używam ale wiem, że to nic nie daje. Tak, tak, bieganie to nie rewia mody bla, bla, bla…

6. Narzekamy na wpisowe

Kiedy wreszcie ludzie zrozumieją, że za darmo to można w gębę dostać? Organizacja biegów to setki tysięcy złotych. I tak pięć dych wpisowego to nie dużo w porównaniu z wkładem sponsorów, bez którego większość dużych biegów nie odbyłaby się.

7. Nie umiemy biegać

Zaryzykuję stwierdzenie, że 90% biegaczy amatorów ma szkodliwą dla stawów technikę, nie rozciąga się jak należy i je to co nie trzeba. Sam z ręką na sercu mogę powiedzieć, że tylko odżywianie mam odpowiednie. Reszta leży i kwiczy.

Mateusz

Przygodę z bieganiem zacząłem blisko 10 lat temu bo w 2006 roku. Od tego czasu również prowadzę bloga. Ukończyłem dwa maratony, dychę biegałem w 40 minut, potem miałem poważną kontuzję i teraz po raz kolejny wracam do sportu.

Udostępnij wpis w social media

Skomentuj wpis