21 sierpnia 2014 - 3

Gdzie zaczynasz i kończysz swój dzień?

Thumbnail

Zacznę od banału – dzień kończy i zaczyna się w sypialni. Każdy kto biega ustawia swoje życie wokół treningów i regeneracji, więc wie o tym szczególnie dobrze.

Kiedy jeszcze całe miasto śpi, trzeba zwlec się z łóżka i wyjść na trening. Jakieś tysiąc dwieście razy moje łóżko wygrało z planem treningowym. To, że piszę bloga o bieganiu, nie znaczy wcale, że dużo i dobrze biegam 😉 Kiedy wstajesz rano i w pokoju jest zimno, po wyjściu z ciepłego kokonu od razu dostajesz gęsiej skórki, w tym właśnie momencie w łóżku włącza się wielkie pole magnetyczne, które skutecznie uniemożliwia wyjście z sypialni. Jedyną metodą, jaka na mnie działa to ułożenie zaraz obok łóżka całego stroju biegowego i jakiegoś cukierka, najlepiej Nimm2 albo Kopiko. Zaraz po obudzeniu dawka cukru pomaga szybciej dojść do siebie, ciuchy są pod ręką więc można szybko się ubrać, szybkie espresso (znowu łyżka cukru, niestety) i mogę biegać. Stosowałem taką metodę parę lat temu przed moim pierwszym maratonem. Wtedy biegałem jak szalony, wstawałem o 5 rano i robiłem trening, potem autobusem jechałem z Łomianek na Mokotów do pracy na 9:00. Teraz jeżdżę samochodem, mieszkam w Centrum i prawie nigdy nie biegam rano. To są chyba właśnie pierwsze objawy starzenia się – nie dajesz rady wygrać z magnesem, który jest pod twoim łóżkiem.

Obecnie moje dni nie wyglądają tak dobrze pod względem treningowym jak kiedyś. Wstaję około 8:00, jem szybkie śniadanie i w pracy jestem o 9:00. Mieszkam praktycznie obok pracy, więc mogę sobie pozwolić na tak długi sen. Potem do 17:00 jest czarna dziura czyli PRACA. 17:00 oczywiście to pobożne życzenie, na ogół siedzę w robocie po godzinach. Po pracy czas na trening. Od roku jest to przede wszystkim siłownia. Kiedy miałem problemy z kolanem przyzwyczaiłem się bardzo do ciężarów i biegam na spokojnie zaledwie… dwa razy w tygodniu. Może to być niespodzianka dla części osób, które nie śledzą moich przygód z kolanem, ale większe kilometrze źle wpływają na moje kolano.

A co z końcem dnia, kiedy po bieganiu padasz na pysk? Znowu sypialnia. Sen po dobrym treningu przychodzi szybko. Magnez w łóżku przyciąga jeszcze mocniej niż rano 😉 Nigdy nie zapomnę swojego pierwszego wybiegania na 30 km. Wróciłem z Puszczy Kampinoskiej około południa. Wróciłem to duże słowo, raczej szedłem jak kowboj-paralityk przez ostatnie 2-3 km. Doczłapałem się do prysznica, ogarnąłem się, położyłem na godzinną drzemkę regeneracyjną i… wstałem o pierwszej w nocy.

Wpis powstał we współpracy z marką IKEA – na jej łóżkach spłodzono co trzeciego Europejczyka*. Taką samą fotkę możecie sobie zrobić już w tę sobotę na Stadionie Narodowym w drodze na Memoriał Kamili Skolimowskiej, na którym będzie słynny Ussain Bolt. Tak się składa, że Mobilne Studio IKEA będzie również tego dnia w tym samym miejscu.

*zmyśliłem tę informację 😉

Pozostałe miejsca gdzie można zrobić sobie spersonalizowany katalog:

mapka

Mateusz

Przygodę z bieganiem zacząłem blisko 10 lat temu bo w 2006 roku. Od tego czasu również prowadzę bloga. Ukończyłem dwa maratony, dychę biegałem w 40 minut, potem miałem poważną kontuzję i teraz po raz kolejny wracam do sportu.

Udostępnij wpis w social media

Skomentuj wpis