04 maja 2011 - 26

Sztuka trenowania, czyli jak uniknąć buntu organizmu

Thumbnail

To bardzo egoistyczne podejście, zaczynać kolejny artykuł od opowieści o sobie, czuję jednak wewnętrzną potrzebę opisania pewnych spraw aby w przyszłości uniknąć nieporozumień. Nie jestem trenerem, a już na pewno nie jestem specjalistą w dziedzinie treningu biegowego. Od pięciu lat wyczynowo trenuję sporty wytrzymałościowe, w tym od dwóch bieganie. Swoje przemyślenia non stop konfrontuję z wieloma fachowcami, niejednokrotnie spędzając godziny nad jednym zagadnieniem. Cały czas zgłębiam tajniki treningu sportowego i tematów ściśle powiązanych z  szeroko rozumianym pojęciem treningu. To wszystko to i tak kropla w morzu…

Teoria to nie wszystko

Potężne zaplecze wiedzy teoretycznej to jedno, a wykorzystanie jej w praktyce to drugie. Dobry trener to taki, którego zawodnicy notują stały progres wynikowy będąc jednocześnie w dobrym zdrowiu, czyli bez kontuzji. Oczywiście, kontuzje są nieodłącznym elementem w życiu każdego sportowca, ale ciągłe problemy zdrowotne są wyraźnym sygnałem ze strony organizmu, że ewidentnie dzieje się coś niedobrego, a nasz trening jest źle dobrany. Wiele zależy od nas samych i na pewne sprawy trener nie ma wpływu, mam tutaj na myśli tak zwany tryb życia, na który wpływają takie elementy jak: dieta, ilość i jakość snu itd. Trener wyznacza nam tylko pewną drogę, a to czy będziemy szli zgodnie ze szlakiem, czy ze szlaku będziemy zbaczać na każdym kroku, zależy tylko od nas samych.

Trenerski artyzm

Znam wiele osób, które pomimo wysokich kwalifikacji nie osiągają wybitnych rezultatów ze swoimi zawodnikami. Kij jak powszechnie wiadomo ma dwa końce… znam i osoby, które pomimo braku kompetencji osiągają ze swoimi podopiecznymi wyniki na światowym poziomie. Na ułożenie planu treningowego wpływa mnóstwo czynników, o których nawet nie zdawalibyśmy sobie sprawy. To zabrzmi banalnie – ale każdy z nas jest inny. Pewnych rzeczy nie przeczytamy w podręcznikach, nie wszystko da się włożyć w schemat, a życie bywa na tyle przewrotne, że zaplanowane cele idą w łeb. I właśnie w tym momencie ta trenerska intuicja jest kluczem do sukcesu. Dobrego trenera zawsze porównuję do artysty, bo bycie trenerem to nic innego jak sztuka najwyższych lotów. Prawdziwy artysta zrobi coś z niczego, obróci nieprzychylność losu w zaletę i znajdzie rozwiązanie w najbardziej beznadziejnej sytuacji.  Poza tym, uważam, że bez przysłowiowego „nosa” i predyspozycji, których nabyć nie da się poprzez czytanie mądrzejszych od siebie, nie da się być dobrych fachowcem w dziedzinie treningu sportowego.  Innymi słowy – trening jest  skomplikowaną układanką i żeby z owej układanki ułożyć coś co nazywamy „sukcesem”, należy poświęcić temu po pierwsze dużo czasu, a po drugie wziąć pod uwagę mnóstwo czynników, a intuicja to wisienka na torcie, to ostatnie maźnięcie pędzlem w ostatecznym obrazie zaplanowanej wizji sukcesu.

Nadgorliwość neofity

Wszystko co niezbadane wzbudza w nas podniecającą ciekawość. Kiedy zarazimy się „biegowym bakcylem”, czekamy z niecierpliwością na następny trening, bieganie przeradza się w nałóg, chcemy więcej i więcej… Po paru tygodniach treningu wpadamy na świetny pomysł aby pokazać sobie i znajomym nasz heroizm – decydujemy się na start w maratonie,  albo innym ekstremalnym biegu do którego zwyczajnie nie jesteśmy przygotowani,  a to wszystko w imię powiedzenia  ” ja nie dam rady?!” Na pewno ktoś zaraz srogo ukarze mnie za moje szyderstwo i skwituje moją uwagę słowami: ” Co z tego, skoro po miesiącu treningu przebiegłem/am i mam się dobrze?”. Świetnie… ostudzę Twój entuzjazm – przebiegnięcie i ukończenie nie  jest problemem. Każdy z marszu jest w stanie pokonać dystans maratonu bez większego przygotowania. Nie ważne w jakim stylu – może to być czołganie, marsz przeplatany biegiem, bieg na klęczkach – pokonanie maratonu jest w zasięgu ręki każdego człowieka, który nie boi się zmęczenia i nie ma tendencji do przesadnego rozczulania się nad sobą. Przebiegnięcie nie jest sztuką, sztuką jest przygotowanie  do pokonania Królewskiego dystansu.

Dokąd to Kojocie?

Kojotami, nazywam wszystkich tych, którzy po paru treningach decydują się na przebiegnięcie maratonu. Pokazywanie innym i zgrywanie „kojota”, jest tak samo próżne jak kupno nowego samochodu, którym jeździć będziemy tylko w niedziele do kościoła (żeby widzieli sąsiedzi i znajomi). Zauważyłem, że w środowisku biegaczy amatorów panuje powszechny trend przechwalania się i robienia wszystkiego na popis… kto szybciej, kto więcej, kto dalej. Mania posiadania pochłonęła nas wszystkich,w dobie nachalnego konsumpcjonizmu przestało mnie to dziwić, ale zbieranie kilometrów na pokaz nieco mnie przeraża. Nie dość, że do niczego dobrego  nie prowadzi, to zamiast poprzez bieganie inwestować w swoje zdrowie, inwestujemy w kłopoty… Nasz organizm jest w stanie znieść naprawdę sporo, ale tylko do pewnego momentu. Bieganiem też można sobie zaszkodzić!

Nieodpowiedni trening + nie dosypianie + hektolitry alkoholu, kawy+ stres + zła dieta = BUNT
BUNT = kontuzja, choroba


Jak nie doprowadzić do buntu organizmu?

  1. Jeśli jesteś początkującym biegaczem, nie zaczynaj swojego romansu z bieganiem od planowania miejsca,w którym po raz pierwszy w życiu pokonasz dystans 42 km 195 m. Skup się na krótszych dystansach, daj swojemu organizmowi przyzwyczaić się do tego, o czym przez lata mógł zapomnieć, czyli do wysiłku.
  2. Stopniowo wdrażaj w życie obciążenia treningowe,  powoli zwiększaj ilość pokonywanych kilometrów na jednym treningu. Przez pierwsze tygodnie, a nawet miesiące trenuj maksymalnie od 3 do 4 razy w tygodniu.
  3. Nie bądź nadgorliwy i nie patrz na innych. To, że biegasz wolniej i mniej od znajomych nie jest żadnym wstydem. Cierpliwość i systematyczność zostanie z pewnością nagrodzona, tylko pod warunkiem, że zachowasz zdrowy rozsądek. Pamiętaj, że zwycięzcą jesteś już w momencie podjęcia decyzji o zmianie swojego stylu życia i rozpoczęcia przygody z bieganiem.
  4. Nie śpiesz się, w bieganiu nie chodzi o to, aby na każdym treningu zarżnąć się i lecieć w „trupa”. To właśnie dzięki spokojnemu bieganiu wzmacniamy nasz układ krążenia, mięśnie i dotleniamy nasz organizm. Bez tej spokojnej podbudowy nie osiągniecie założonych celów. Po prostu STW – swoje trzeba wybiegać.
  5. Nie zapominaj o rozgrzewce. Jej brak jest częstą przyczyną kontuzji i innych dolegliwości.
  6. Pamiętaj o stretchingu. Stretching powinien być nieodłącznym elementem Twojego każdego treningu. Korzyści płynące ze stretchingu wydają się być oczywiste, dla przypomnienia wymienię kilka z nich: powiększenie zakresu ruchu w stawach,  rozluźnienie mięśni po treningu, polepszenia ukrwienia i wzmocnienia mięśni. Co daje to biegaczowi? Poprawę ekonomii biegu, dłuższy krok i silniejsze odbicie itd.
  7. Nie skupiaj się tylko na bieganiu. Uzupełniaj swój trening ćwiczeniami siłowymi. Pisząc siłowe, nie mam na myśli tutaj ćwiczeń na siłowni. Głównie chodzi tutaj o ćwiczenia, które wykonywać będziemy mogli bez pomocy przyrządów np. brzuszki, grzbiety, scyzoryki, ćwiczenia stabilności ogólnej itd.

To wszystko to oczywiście podstawy podstaw. Szczegóły i praktyczne porady w następnych odcinkach. Być może już w formie videobloga…

Mateusz Jasiński

Jakimś cudem urodziłem się, żyję i biegam. W wolnych chwilach biegnę po marzenia, a kiedy jestem zajęty odpoczywam po bieganiu. Pozdro!

Udostępnij wpis w social media

Skomentuj wpis